Matthew McConaughey to „złoty“ chłopak. Najpierw była „Sahara“, potem „Nie wszystko złoto co się świeci“ a teraz „Gold“.

Ten znakomity aktor ponownie wciela się w rolę poszukiwacza szczęścia i fortuny. Tym razem tworzy rewelacyjną kreację łysiejącego śmiałka z nadwagą Kenny Wellsa, któremu przyśniło się, że gdzieś w dżungli czekają na niego nieodkryte pokłady złota.

Wraz z wspólnikiem, geologiem Michaelem Acostą (Edgar Ramirez) wyrusza więc do Indonezji w celu poszukiwania tego cennego kruszcu. Tam napotyka liczne przeciwności. Przechodzi malarię, ociera się o śmierć, jest bliski bankructwa. Jakie jest jego zdziwienie kiedy będąc już prawie na dnie dostaje wiadomość, że jednak miał rację. W mgnieniu oka staje się milionerem, a potem gwiazdą Wallstreet. Jednak tam gdzie ogromne pieniądze są też i ogromne kłopoty. Do tego nie wszystko jest takie na jakie wygląda.

Znalezione obrazy dla zapytania gold film

Ta oparta na faktach, acz swobodnie potraktowana przez scenarzystę prawdziwa historia poszukiwaczy złota z początku mnie nie ujęła. Jednostajnie prowadzona narracja nie zapewniała tego co ma się wydarzyć później. Żeby nie znakomita gra aktorska Matthew prawdopodobnie wierciłbym się na kinowym fotelu. Jednak gdzieś w połowie projekcji coś zaczęło iskrzyć. Odnalazłem sens w wydanych na bilet pieniądzach. Moja uwaga została już skupiona  do końca, a wisienką na torcie okazał się świetny wykon Iggy Popa w napisach końcowych.

„Gold“ to nie tylko historia o wielkich marzeniach, wielkiej fortunie, pasji poszukiwacza. To historia, która mówi nam, że jesteśmy w stanie zrobić prawie wszystko, żeby osiągnąć to o czym marzymy. Że potrafimy przekuć sny w rzeczywistość tylko po to, żeby udowodnić sobie i każdemu innemu, że niemożliwe stanie się możliwym. Ogromne wyrzeczenia, ryzykowanie życiem stają się niczym w drodze do wyśnionego celu.

„Gold“ to również opowieść o przyjaźni. O tym, że sytuacje skrajne potrafią ludzi połączyć w niezwykłą więź i o tym, że przyjaciół mimo wszystko nie zostawia się w biedzie.

I w końcu „Gold“ to opowieść, o tym, że nie wszystko złoto co się świeci. I to jest chyba najlepsze i jedyne przesłanie tego filmu.