Z malarstwem Beksińskiego zetknąłem się jak miałem już dziesięć lat. Doskonale pamiętam jak moja mama przyniosła do domu album z jego pracami. Organizowała wtedy w Wojewódzkim Domu Kultury jego wystawę.

Z ciekawością przejrzałem zdjęcia. Nie dało się ich zapomnieć. Po kilkudziesięciu latach doskonale pamiętam co jest na okładce tego albumu. Pamiętałem też większość jego prac.

img_3443

W późniejszych latach dowiedziałem się o rodzinnej tragedii. Przez jakiś czas z zaciekawienie śledziłem te tragiczne losy.

Teraz miałem okazję obejrzeć w kinie „Ostatnią rodzinę” Jana P. Matuszyńskiego opowiadającą losy Beksińskich: Zdzisława – malarza, Tomasza – jego syna i żony Zofii.

Nie mogłem doczekać się projekcji, zwłaszcza, że reklamował ją według mnie jeden z najlepszych polskich zwiastunów jaki dotąd widziałem.

Ciekawy byłem z jakiej perspektywy pokazana zostanie śmierć artysty, jego żony oraz samobójstwo syna.  Jak wyglądała jego twórczość?  Zawsze zastanawiało mnie bowiem, co takiego musi siedzieć w głowie malarza, że tworzy tak złowrogie, przeraźliwe i apokaliptyczne obrazy.

A co zobaczyłem? Z pewnością nie film o malarstwie. Z pewnością nie film o artyście i jego zmaganiach twórczych. Zobaczyłem łagodnego człowieka ze swoimi fiksacjami, któremu życie spłatało figla. Dało mu niezwykłą umiejętność malowania mrocznej części ludzkiej duszy, wystawiając jednocześnie za to rachunek w postaci rodzinnych tragedii.

Zobaczyłem jego syna Tomka, który grany przez Dawida Ogrodnika odbiegał mi od tego jakim był naprawdę. Słuchając jego audycji radiowych, przyglądając się jego wywiadowi telewizyjnemu nie odkryłem tego co zobaczyłem na ekranie kina.

ostatnia-rodzina-foto-hubert-komerski-2

Wiem jakimi prawami rządzi się kino. Wiedziałem, że przerysowanie to jedna z jego fundamentalnych zasad. Ale to co zobaczyłem zaskoczyło mnie i wprawiło w osłupienie. Z człowieka inteligentnego, oczytanego, posiadającego ogromną wiedzę z zakresu muzyki rozrywkowej, oczywiście w pewien sposób neurotycznego, aktor zrobił wariata. Psychodelicznego szaleńca, na którego widok jego babcie w filmie wołały: „uwaga idzie gestapo”. Ogrodnik zmienił jego sposób bycia i sposób wypowiadania diametralnie.  Jest to widowiskowe i wymagające ogromnego kunsztu aktorskiego, jednak czy cel uświęca środki? Do tego wszystko to sprawiało, że na plan pierwszy wysuwał się niebezpieczny neurotyk, a nie sam malarz, głowa rodziny.

ostatnia-rodzina-trailer_26019401

To prawda, że Tomasz Beksiński miał kilka prób samobójczych. Przy przysłowiowym, rodzinnym stole mówiło się bardziej o śmierci niż o życiu. Z pozoru przeciętna rodzina, tak naprawdę nigdy nią nie była. Było w niej coś niewidzialnego, przerażającego. Co dobitnie charakteryzują słowa samego artysty, że ma w sobie jakiś hamulec który nie pozwala mu spełniać swoich mrocznych pragnień. Na przykład tych, gdzie chciałby kogoś zgwałcić.

Jeśli chcecie zobaczyć dobre, dramatyczne kino, znakomitą grę aktorską, idźcie koniecznie na ten film. Jeśli chcecie dowiedzieć się jak było naprawdę, to niekoniecznie zobaczycie dwie strony medalu. No i ta muzyka. Z niej Tomasz Beksiński na pewno byłby zadowolony.