W drodze do wulkanu Arenal w północnej części Kostaryki zatrzymaliśmy się w typowym „backpacerskim“ hotelu o nazwie Arenal Backpackers Resort. Zmęczeni po kilkugodzinnej, nocnej jeździe samochodem marzyliśmy o miękkim łóżku. W recepcji mieszczącej się na świeżym powietrzu wita nas zapach jakiegoś „źiółka“ i lekko zaspany recepcjonista.

DSC_0439

Wokół rozłożeni na kanapach goście z wyglądu przypominający australijskich surferów.Taki odpoczynek w stylu wiszących na drzewie misiów Koala. W rękach wszyscy trzymają smartfony lub inne urządzenia.Siedzą razem,niby się znają a nic nie mówią do siebie. Sączą tylko najbardziej popularny tutaj rum nikaragujski Flor de Cana (paskudny nawiasem mówiąc) i grzebią coś w necie. Już mi się tu podoba. Relaks pełną gębą. Za recepcją przyjazny basenik a w tle masa HAMACZKÓW.

DSC00735

DSC_0451

DSC_0438

DSC_0429

Pokoje schludne ale bez rewelacji. W końcu to miejsce dla plecakowców. Oprócz pokoju można sobie wynająć namiot jak ktoś chce posłuchać tętniacej, tutejszej przyrody.

DSC_0435

Ceny przystępne ale nie tanio. Obsługa miła i pomocna. Wifi bezpłatne. Samo miasto La Fortuna niewielkie ale ma coś w sobie. Pewnie chodzi o ten piękny w tle wulkan którego widać zewsząd.

DSC_0452

 

HOTEL OCENIAMY:

ocena