Czy pora roku może mieć wpływ na nasze samopoczucie? Niestety, kiedy o parapet walą jak groch wielkie krople deszczu, a wiatr szarga ostatnimi liśćmi na drzewie to śmiało mogę powiedzieć, że tak. Pora roku ma wpływ na to czy czuję się dobrze czy źle.

Wiem, że dla couchów i niepoprawnych optymistów nic nie powinno zachwiać naszym szczęściem. Ale jednak rzeczywistość jest inna i większość ludzi czuje się wtedy po prostu smutno.

Jak walczę z październikiem i czy rzeczywiście chcę by szybko minął?

Opowiem wam o czterech moich sposobach na chandrę oraz o tym, że tak naprawdę czekam na jesień cały rok.

Jesień to dla mnie czas spotkań z ludźmi, z którymi się dawno nie widziałam. To czas długich pogaduch przy czerwonym winie i dobrej kolacji. Nadrabiam wtedy prawie wszystkie „zaległe” spotkania. Śmiejemy się, wspieramy swoje pomysły, czasami bywa bardzo twórczo. A wiadomo, że jak się coś tworzy to kto by przejmował się złą pogodą. To właśnie dzięki tej jesiennej pogodzie w głowie zaświecił mi pomysł pisania scenariuszy. Także jeśli komuś wiszę jakieś spotkanie, to teraz jest najlepszy moment 🙂

Październik wykorzystuję nadrabiając czytanie zaległych książek. Jest ich dużo i zawsze wpływają na mnie pozytywnie. W tym okresie czytanie o tym, co możesz w życiu zrobić więcej i lepiej sprawia, że wychodzisz spod ciepłego koca i wiesz, że każda chwila to krok ku osiągnięciu celu. Nie mówię tu o sukcesie zawodowym, dużych pieniądzach czy inny materialnych rzeczach.

Chodzi mi o coś bardziej ważnego, o samopoczucie i pracę nad własnym charakterem, własnym rozwojem. Nigdy nie wiedziałam, że odkrywanie siebie to taka niezwykła podróż. Bywa podczas niej niemiło, bo przechodzenie przez własne słabości i rozgrzebywanie tego co robi się źle bywa nie fajne. Ale kiedy to się ma za sobą ( a ma się szybko) to dalsza praca nad swoim charakterem bywa czystą przyjemnością. Do tego stopnia, że jedyne o czym myślisz to o tym kiedy znowu będziesz mógł popracować razem ze swoją głową. To jest genialne i każdemu to polecam.

Książki o samorozwoju polecać będę bardzo często. Obecnie przebywam fantastyczną podróż w głąb siebie z ” Drogą artysty” Julii Cameron.

Wieczory spędzane w domu służą snuciu dalszych planów zawodowych. Mało tego, ten czas jest idealny na ich wdrażanie, bo mało co wtedy mnie rozprasza. Zazwyczaj wszyscy wtedy mają ochotę wskoczyć pod ciepły koc a mi się chce działać. Mam wrażenie, że wytężanie umysłu w tym okresie świetnie motywuje i odciąga od takich szczegółów jak deszcz. Zasiane ziarenka na wiosnę będą kiełkować. Przez wiele lat „zasypiałam” na jesień. Śniłam i zazdrościłam tym, którzy w tym okresie wylatują do ciepłych krajów. Zazdrościłam też tym, którzy w strugach deszczy znajdywali siłę, żeby ganiać za swoimi marzeniami. A ja spałam i czekałam na wiosnę, żeby móc coś robić. Dlaczego?

Bo miałam zakodowane, że jesienią jest chandra, siedzi się pod kocem i czeka na lepszą pogodę. Matko ależ ja byłam głupia. Przez takie myślenie nic się nie zmieniało, aż stało się jasne, że na jesieni się nic nie robi. Przesiedzenie pod kocem z kubkiem gorącej herbaty zawsze jest fajne, ale teraz oprócz czekania po prostu siadam i piszę, myślę, czytam- po prostu rozwijam się zawodowo.

Żaden okres, żadna pora roku nie sprzyja mi w zaangażowaniu się w jakiś sport. Ale ewidentnie rozpiera mnie energia. Co prawda jestem po lekturze książki poleconej przez mojego M „Moja walka/twoja walka” Rondy Rousey”. Lekturze, która wspiera go w trakcie pisania jego najnowszego scenariusza o pewnej sportsmence. Ale o tym kiedy indziej.

p1040865

Książkę polecam każdemu kto myśli, że czegoś tam się nie da. Ta pozycja pokazuje, że siła woli, pasja, ciężka praca (od niej w sumie powinnam zacząć) to atrybuty ludzi, którzy nie czekają na sukces tylko po niego po prostu idą. To mi pokazuje jakim jestem cieniasem myśląc, że zła pogoda wpływa na moje życie. Po przeczytaniu tej książki, dosłownie chwilę przed rozpoczęciem tego tekstu tańczyłam i skakałam. Dlatego wiem, że sport może mieć zbawienny wpływ na jesienną chandrę i warto coś ze sobą robić. Chociażby jak ja skakać prze 10 minut- to działa 🙂

Nie ma sensu myśleć o tym, że jest brzydko i ponuro. Bo to nie pomoże. Kłamstwem jest też to, że jesienna słota to piękny czas, bo tak nie jest.

Jesienną pogodę traktuję jak coś co po prostu w naturalny sposób następuje w przyrodzie. To tak jak dzień, który przychodzi po nocy. Wiem też, że każdy może znaleźć na nią sposób, ale trzeba zwlec tyłek z łóżka i próbować, próbować, próbować …..bo w końcu zaskoczy i wtedy powiesz sobie ooooo!.

A za rok będziesz czekał tej jesiennej pogody, żeby zrobić to na co nie miałeś czasu w ciągu roku.