Bradley Cooper strzela do ludzi. Z niezwykłą precyzją, niczym do kaczek, nazywając swoje cele „dzikusami“. Stając się przez to bohaterem swojego kraju i to wszystko w imię walki z terroryzmem. Tak pokrótce można streścić  kontrowersyjny obraz Clinta Eastwooda pod tytułem „Snajper“.

american-sniper-poster-fb1

Nominowany zresztą do nagrody Oscara i to w kilku kategoriach.

Film opowiada prawdziwą historię strzelca wyborowego Navy SEALs Chrisa Kyle’a biorącego udział w wojnie w Iraku. W tym co robi jest tak doskonały ,że staje się legendą. Legendą przez zabijanie. Bo na swoim oficjalnym koncie ma 160 potwierdzonych trafień. W rzeczywistości liczba ta może być znacznie większa. Składają się na nią oprócz żołnierzy wroga również podejrzanie wyglądający cywile, kobiety, dzieci.

Ale o czym jest tak naprawdę ten film? O bezdusznym wykonywaniu obowiązków żołnierskich? O walce z barbarzyńskim terroryzmem? O amerykańskim micie wielkiego żołnierza? O człowieku, którego można nazwać seryjnym mordercą? O pogardzie dla islamu? O walce o wolność? O tym, że ktoś kocha strzelać do ludzi? O losach weteranów wojny w Iraku?

Bradley Cooper works through a grueling bootcamp workout on the set of American Sniper in Los Angeles

Szczerze, nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Z ekranu wieje pseudopatriotyczną propagandą poprzeplataną gdzieniegdzie  stwierdzeniami w stylu: pieprzę to miejsce, pieprzę ten Irak. Wszystko w myśl zasady albo oni Cię zabiją albo Ty ich. Sceny eliminowania kolejnych wrogów Ameryki stają się nużące, nic nie wnoszące do filmu. Jak ktoś lubi to może zachwycać się celnością snajperską lub przeżywać dreszczyk emocji w scenie z dylematem bohatera który waha się czy strzelić do dziecka czy nie.

Sam Chris Kyle przedstawiony jest jako doskonały żołnierz, walczący o swój zagrożony kraj. Nie mający czasu dla swojej żony i dzieci bo wszystko przedkłada na dobro Ameryki. Wraca więc na kolejne misje bo być może taki wielki z niego patriota. Typowy amerykański styl z odrobiną patosu.

Prawdziwe wspomnienia snajpera wydane w 2012 już tak górnolotne nie są. Wystarczy przytoczyć jego słowa takie jak:

„Żałuję, że nie zabiłem ich więcej“     lub

„zabijaj każdego który znajdzie się w twoim zasięgu“.

O swojej miłości do strzelania do ludzi wspominał wielokrotnie. Sprawiało mu to radość.

Życie swoje skończył jednak dość prozaicznie lub inaczej rzecz ujmując dość paradoksalnie. Został zastrzelony na strzelnicy sportowej przez niespełna władz umysłowych weterana wojny.

Pogrzeb miał iście prezydencki co widać w końcówce filmu z nagranych dokumentów. Dla Amerykanów był legendą i bohaterem w walce o dobro kraju. Czy na to zasługiwał? Nie wiem.

Wiem natomiast ,że na Oscara nie zasługuje w żadnej kategorii. Choć kapituła oscarowa lubi doceniać tego rodzaju propagandę.

3