1cf6e97059832ff23b4d09d5f45902fb

Zacznę bez zbędnych ceregieli. Zobaczcie ten film. Po prostu.

Wszyscy cenią „Pit Bulla” i nie znam nikogo kto powiedziałby, że to słaby serial. Wspominam o nim bo Patryk Vega tak zapewnia w zwiastunie do swojego nowego dzieła „Służby specjalne”:

Mocniejszy  od Pit Bulla.

                      W pewnym sensie mocniejszy. Ale z drugiej strony nie do końca tak jest. Charakterystyka serialu jest inna. Przypomina mi kroplówkę gdzie serum jest powoli wtłaczane do krwi. Uleczenie przychodzi z czasem. Służby specjalne to dawka morfiny. Działanie natychmiastowe. Ale choroba powraca. Pierwsze wrażenie po wyjściu z kina niezwykle pozytywne. Po głębszym przemyśleniu zaczyna się dostrzegać wady. Ale nie zmieniają one ogólnej oceny.

                    Losy trzech bohaterów, agentów wojskowych służb informacyjnych wtłaczają nam narkotyk niezwykle skutecznie. Dialogi muszą być tłumaczone z polskiego na polski. Pojawiające się didaskalia na ekranie są koniecznie bo aktorzy posługuję się własnym językiem, którego zwykły śmiertelnik najzwyczajniej w świecie by nie zrozumiał i pogubił się w całej historii. Tu wielki szacunek dla twórcy. Nie mam bowiem pojęcia w jaki sposób uzyskał tak szczegółową wiedzą o tym agenturalnym środowisku. Reżyser musiał bowiem spędzić sporo czasu, mieć wiele cierpliwości i wypić sporo alkoholu, żeby dowiedzieć się od tych „panów” takich rzeczy. A wiadomo, że „oni” na pewno nie są skorzy do rozmów z „cywilami” na takie tematy. I nie chodzi tu tylko o język jakim się posługują. Tu przechodzimy do bardziej interesującej wiedzy. Wiedzy na temat rozwiązania Wojskowych Służb Informacyjnych. Wiedzy na temat dziwnych morderstw, samobójstw jakie miały miejsce w Polsce w tym czasie. Oczywiście Vega skraca dyskusje na ten temat krótkim:

wszystkie przedstawione na ekranie wydarzenia są fikcyjne, a ewentualne podobieństwo do prawdziwych sytuacji i postaci jest zupełnie przypadkowe

                Niestety nie świadczy o tym precyzyjnie złożona fabuła. Ale o tym nie będę Wam opowiadał. Sprawdźcie sami. Dziwna aurę na samym ekranie i wokół tego filmu poczujecie dość szybko. Nie rozumiem tylko jednego. Jak można stworzyć tyle super dopracowanych scen i spieprzyć jedną. Nie będę mówić którą. Jak obejrzycie film zauważycie od razu.

          Jeszcze jedno słowo o grze aktorskiej. Na plakacie, na pierwszym planie widzimy wysportowaną Olgę Bołądź. Sugeruje to nam, że to ona gra pierwsze skrzypce. Powiem tyle, Janusz Chabior od dziś jest moim idolem i to on powinien znaleźć się tam zamiast pani Olgi mimo, że ta również zagrała świetnie. Podobnie jak Agata Kulesza, Jan Frycz, Eryk Lubos i Andrzej Grabowski ale to chyba już żadna nowina. Choć ten ostatni nakreślił swoją rolą formę, która ostatnio nie jest obca Patrykowi Vedze. Mówię tu o chrześcijańskim przesłaniu podanym w filmie w rewelacyjny sposób.

          Kończąc o aktorach nie mogę pominąć wpadki kilku drugoplanowych postaci, które miałem wrażenie ,że zostały przez reżysera ściągnięte z ulicy. Przez nie parę krótki scen oglądało się jak jakiś słaby paradokument. Ale może tak to miało wyglądać.

              W każdym razie Patryk Vega obudził się z letargu. Pozamiatał nieporządek po swoich wpadkach w postaci „Ciacha” i „Last Minute” i wrócił do ciężkiej „policyjnej” roboty która nazywa się „Służby specjalne”.