Rok 2016 powinien być okrzyknięty rokiem singla. Telewizja, radio, prasa prześciga się w dogadzaniu wszystkim samotnym. W związku z tym nawet znienawidzony przez każdego singla dzień czternastego lutego nie musi okazać się taki straszny.

W ciągu jednego tygodnia byłem na dwóch nowych filmach o….singlach. Ale o tym napiszę później.

W ciągu tygodnia w programie „Pytanie na śniadanie“ dwa razy słuchałem rozważań na temat jak dobrze być singlem lub o tym, że bycie singlem w 21 wieku nie jest takie straszne. Również Radio ZET nie zapomina o tym temacie. Wsłuchuje się w audycje, która drobiazgowo wyjaśnia skąd się biorą single. Dzięki pani psycholog dowiaduje się, że nie jest to jakaś straszna choroba. Przechodzi z wiekiem.

Później łapie jakąś gazetę w rękę i co widzę. Artykuł gdzie piszą coś w rodzaju nie taki singiel straszny jak go malują.

Nie wiem czy ta singielska nagonka to efekt zbliżających się Walentynek co by w tym trudnym dniu pocieszyć tą grupę młodych ludzi czy też jest to już stały element medialnego krajobrazu.

W każdym razie w lutym dystrybutorzy do kina gremialnie zapraszają singli a twórcy tych filmów w tytule swoich dzieł umieszczają obowiązkowo słowo „SINGIEL“.

Pierwszy z nich to polska „Planeta singli“. Drugi,amerykański: „Jak to robią single“. Obie te pozycje łączy jedna cecha. Długość. Łącznie trwają cztery godziny. Ja sobie nie przypominam komedii romantycznej, która trwa ponad dwie godziny. A tyle czasu trzeba sobie zarezerwować na „Planetę singli“.

collage

Gdybyśmy chcieli wybrać tylko jeden z nich.Jak wyglądałaby ta rywalizacja? Po raz pierwszy muszę przyznać, że amerykański dryg do robienia tego typu filmów w tym wypadku nie zadziałał.

Być może z powodu obsady.Nie jest to amerykański top. Bo Dakota Johnson mimo słynnych rodziców nie jest jeszcze gwiazdą formatu Cameron Diaz, Julii Roberts, Meg Ryan czy nawet Katherine Heigl. A być może dlatego, że zakończenie filmu nie mogło mieć typowego happy endu.W myśl przesłania: jestem singlem i dobrze mi z tym. W związku z tym cały sens tego obrazu opierał się na przygodach, randkowaniu, rozmyślaniu o tym czy być z tym, czy może tamtym chłopakiem, aż w końcu skończyć na tym, żeby zostać samemu.

Planeta singli to trochę pójście w typowe amerykańskie klimaty. Dlatego też wygrywa ona w tej rywalizacji. Jest momentami wzruszająco.Jest rycerz na biały koniu. Happy end jaki jest, taki jest, ale jest. Obsada jak na polskie warunki gwiazdorska. Trochę napuchnięty Stuhr, wypadający już z każdej lodówki Piotr Głowacki, jak zawsze słodka Agnieszka Więdłocha i niczego sobie Weronika Książkiewicz.

W każdym z tych obrazów znajdziemy wirtualny świat, który wdziera się do kina masowo w postaci wyświetlanych na ekranie komunikatorów społecznościowych. Szukanie w sieci drugiej połówki to już normalka.Szybko uczymy się jak zrobić dobry pijar w internecie zapominając o tym jak go robić w rzeczywistości. To wszystko do zobaczenia w „singlowych“ filmach.

A czy mam rację sprawdźcie jutro. Bo to ponoć najlepszy dzień by iść do kina z osobą, którą najbardziej się kocha.Nawet jeśli sam/a nią jesteś.