Jedzenie w Tajlandii to nieodzowna jej wizytówka. Nie da się tam pojechać i się nim nie zachwycić. Jeśli komuś się to udaje, to mam pewność, że jest z innej planety.

Tajowie jedzą i gotują dosłownie wszędzie, na ulicy, łodziach, na plażach. Z domów czynią knajpy. Po prostu przed drzwi (których zresztą nie ma) wyjeżdżają wózkiem z wielkim garem i codziennie serwują najpyszniejsze i najzdrowsze jedzenie.

Serio, ja dotąd lepiej nie jadłam w żadnym kraju. Nawet moja ukochana włoska kuchnia gdzieś przepada w otchłani.

Jedzenie tajskie ma to do siebie, że zawsze jest świeże. Zwykle przygotowywane na Twoich oczach. Produkty są aromatyczne, a buliony na zupę przygotowuje się o poranku.

Niejednokrotnie tego doświadczałam, krążąc po mieście w poszukiwaniu śniadania. A ponieważ jestem rannym ptaszkiem, więc zwykle musiałam z burczącym brzuchem wąchać pyrkające na ogniu wywary.

1. PADTHAI

To coś co musisz tam spróbować. Po prostu musisz, bo zwykle to co serwują w Polsce przy padthaiu nigdy nawet nie stało (co prawda są dwa małe wyjątki Wi-taj oraz Suparom Thai Food w Warszawie).

Podczas wyjazdu spożywaliśmy tego nieopisane ilości. Jedliśmy zawsze na ulicy i zwykle szukaliśmy miejsc z dala od ruchu turystów. Dlatego mogę śmiało powiedzieć, że z niejednego pieca chleb jadłam i w Tajlandii nie uda się zjeść złego Padthaia. Chyba, że usiądziecie w restauracji i dużo za niego zapłacicie, to może wtedy tak. Ale ja w tym temacie nie mam niestety doświadczenia. Wiem jedno, nam smakował każdy z ulicy, z dużą ilością krewetek i orzeszków.

Pychota, codziennie za nim tęsknię.

2. RYŻ Z WARZYWAMI

Każdego dnia jadłam go na śniadanie. Zawsze szukaliśmy i zawsze w porannym menu był ryż z warzywami. Pyszny, aromatyczny, ciepły, pożywny. Z dużą ilością chrupiących warzyw.

3. OWOCE

Najpyszniejszy na świecie owoc to mango. Ale nie waż się zastosować tu porównania do mango kupowanego w Polsce. To są zupełnie dwie inne rzeczy. Generalnie jakbyś porównywał pomidora z jabłkiem.

Mango w Tajlandii pachnie, jest słodkie i soczyste, obłędnie żółte i nawet kiedy jest lekko twardawe to smakuje wyśmienicie.

Owoce tam są wszędzie, zwykle pokrojone na kawałki z wbitą wykałaczką. Dlatego każdego dnia po obiadku wsuwaliśmy ananasy, mango, papaje… nigdzie nie jadłam takich smacznych owoców.

4. WOŁOWINA Z CZOSNKIEM

Nie specjalnie rzucałam się tam na mięso, było upalnie i nie było mi z nim jakoś po drodze.

Ale męska część naszej ekipy nie potrafiła bez mięsa żyć, dlatego codziennie nasłuchiwałam ich zachwyty nad wypalającymi od ostrości daniami z mięsem. A ulubioną potrawą mojego M stała się wołowina z czosnkiem po którą chodziliśmy spory kawałek specjalnie do muzułmańskich kucharek.

5. ZUPY

Jestem fanką wszelkich zup. W Polsce nie potrafię bez nich funkcjonować. Tam były na każdym rogu, a ja jadłam tylko tą, którą kocham na życie – TOM YUM KHA. To zupa na bazie mleka kokosowego, trawy cytrynowej, liści kafir. Jest ostra i pachnąca od kolendry, zwykle są dwa rodzaje z kurczakiem lub krewetkami.

Ale zup w Tajlandii jest dużo więcej, pozostała część naszej ekipy zajadała się innymi rodzajami, każdy był zachwycony.

6. KOKOS

Kokos „zamieszkał” z nami na dobre. Rozkochaliśmy się w wodzie kokosowej i lodach. Tam można je kupić na każdym kroku. Nie wspomnę o tym jakie dobroczynne właściwości woda kokosowa zawiera, ale oprócz tego świetnie gasi pragnienie. Idealna na tamtą pogodę.

W Polsce wodę kokosową kupujemy non stop, stała się ona bazą do koktajli oraz napojem Marcina na treningi.

7. MANGO STICKY RICE

Spróbowałam tego deseru zbyt późno, bo dopiero kilka dni przed końcem wakacji ale mimo to wpadłam po uszy. Ryż kleisty, ugotowany z mlekiem kokosowym i do tego świeże, aromatyczne i soczyste mango. Proste, a jednocześnie głaszcze podniebienie każdego smakosza kulinarnego.

Wymieniłam siedem rzeczy bez których nie da poczuć się Tajlandii. Ale uwierzcie mi, że bogactwo tego kraju jest dużo bardziej majętne. Jest dużo ryb, owoców morza, curry, świeżych warzyw, sajgonek i miliona innych rzeczy, których nie miałam czasu spróbować bądź po prostu nie zapałałam do nich miłością.

Jedzcie tam i korzystajcie ze street foodu, jest pysznie i nic wam nie grozi..:)