Nie lubię frazesów w stylu: „…obejrzałem film, ale książka była lepsza”.  Takie stwierdzenia słyszę po premierze filmu „Rekiny wojny” Todda Philipsa (reżyser trylogii „Kac Vegas”). Myślę, że mówią to ludzie, którzy nie widzą różnicy między sposobem opowiadania na ekranie, a tym co robi pisarz na kartkach swojej książki.

Film rządzi się swoimi prawami. Zwłaszcza amerykański. Nigdy nie będzie wiernym odzwierciedleniem tego co wydarzyło się naprawdę. W książce mamy miejsce i czas, żeby jak najwierniej udokumentować daną historię. W kinie twórca ma dziewięćdziesiąt minut, żeby wciągnąć widza w swoją opowieść. W przeciwnym wypadku wyjdzie on z z niezadowoloną miną. Ucieka się więc do rożnych trików, które sprawią, że będzie widowiskowo, spójnie, niewiarygodnie i…w miarę prawdziwie.

Gdy zacząłem czytać „Rekiny wojny” Guya Lawsona z początku nie chciało mi się wierzyć w to, że ta historia jest prawdziwa. Myślałem: fajnie się to czyta ale to nie może być prawda. Zapewne jest w tym jakieś drugie dno.

Gdy obejrzałem film oparty na tej prawdziwej historii wiele rzeczy mijało się z tym o czym wcześniej przeczytałem. Ale nie przeszkadzało mi to, żeby w kinie bawić się pierwszorzędnie.

Uogólniając, gdy książkę i film miałem już za sobą, wtedy dopiero zdałem sobie sprawę, że to jednak mogło się wydarzyć.

Jakbym chciał streścić o czym są „Rekiny wojny” to powiedziałbym krótko: jest to połączenie „Pana życia i śmierci” z Nicolasem Cagem i „Wilka z Wall Street”.

Dwóch dwudziestoparolatków pochodzenia żydowskiego Efraim Diveroli i David Packouz wygrało przetarg na dostawę wartą miliony dolarów amunicji dla afgańskiej armii.

arms17n-2-web

PRAWDZIWI BOHATEROWIE „REKINÓW WOJNY”

Wyspecjalizowali się w zdobywaniu ogłaszanych przez Pentagon zamówień na uzbrojenie do tego stopnia, że przebijali oferty wielkich firm z branży zbrojeniowej. Mało tego, sprzęt ten dostarczali z mniejszym lub większym powodzeniem do odbiorcy. Ciężko w to uwierzyć prawda?

Owszem z początku były to „niewielkie” zamówienia, którymi wielcy gracze nie byli zainteresowani ale nie zmienia to faktu, że ci młodzieńcy wyglądający jak licealiści zaczęli zaopatrywać amerykańską armię.

Efraim Diveroli miał jedno marzenie: stać się wielkim handlarzem bronią. Wcześniej styczność z nią zapewnił mu wujek, który na rynku lokalnym, w niewielkim zakresie handlował bronią. Dla Efraima nic nie liczyło się bardziej od działalności biznesowej, pieniędzy i … „jarania”. Diveroli o broni wiedział wszystko. Całymi dniami przetrząsał stronę Pentagonu, szukając sposobu na wygrywanie przetargów. Nie miał jednak partnera, któremu mógłby zaufać. Z pomocą przyszedł mu David, kolega ze szkoły. Niepozorny młodzieniec, niespełniony masażysta i żeby było śmieszniej, pacyfista.

Chłopak z powodu swojej sytuacji materialnej wchodzi w ten biznes.  Pojawiają się pierwsze sukcesy, ogromne pieniędze, szwindle, niebezpieczne sytuacje i niewiarygodne komplikacje. Wszystko w oparach ulubionego sportu młodych panów: zabawy z narkotykami.

Film jest oczywiście wielkim uproszczeniem całej historii. Książka zawiera masę elementów i szczegółów, które odbiegają od faktycznych wydarzeń pokazanych na ekranie. Wspólników pierwotnie było więcej. Podobnie jak kontraktów zawartych przez Davida i Efraima. Film oparty jest na dwóch transakcjach (w tym jednej fikcyjnej) i gorzkiej relacji miedzy wspólnikami. Nie zmienia to jednak faktu, że wszystko ogląda się dobrze. Napięte sytuacje przegryzają się wzorowo z trafnym humorem. Narkotyczny chichot Efraima (Jonah Hill) odbija się salwą śmiechu na kinowej sali i to on z początku wzbudza u widza sympatię.

MV5BMTk0MzYzMjcyNl5BMl5BanBnXkFtZTgwNzk0NTA3ODE@._V1_SX1777_CR0,0,1777,882_AL_

Reżyser opowiada film jednak z pozycji Davida Packouza, który w miarę upływu czasu staje się kluczową postacią.

Książka odpowiedziała mi na większość moich wątpliwości co do tej niewiarygodnej historii. Musiałem zgodzić się z pisarzem , że opowieść jest tak dziwaczna, że musi być prawdziwa.

Handel bronią to biznes wymagający bardzo, ale to bardzo wysokiego poziomu testosteronu, a przerośnięte ego jest koniecznością. Wszystko to wyraźnie epatuje z filmu. Dodatkowo ta historia to również dowód na to, że nie ma rzeczy niemożliwych. Że przy odrobinie arogancji, bezczelności, młodzieńczej naiwności i przy upartym dążeniu do celu można dokonać rzeczy nieosiągalnych.

Z książki dowiadujemy, się że główni bohaterowie to bystrzy obserwatorzy świata . Elokwentni i inteligentni faceci o bogatej pamięci, „skorzy do śmiechu i całkowicie świadomi absurdalności wydarzeń w których brali udział”. Podobnie odebrałem ich w filmie.

Screen-Shot-2016-08-17-at-10.50.39-AM

Gdy przeczytacie tą książkę z pewnością pójdziecie na film. A gdy najpierw pójdziecie na film, nie wierzę, że nie będziecie chcieli przeczytać książki.