TLOC

 

W kolejnym cyklu wywiadów z Polakami na obczyźnie przyszła pora na Azję. A konkretnie na Malezję i mieszkającą tam Zuzannę. Ta blondynka z Poznania zachęciła nas poprzez swój blog ZUINASIA do przeprowadzenia z nią krótkiej rozmowy dlaczego dokonała takiego wyboru wybierając ten kraj do zamieszkania.

 11005025_780163622072958_24139304_n

Hamaczek – Opuściłaś Polskę dla Malezji. Dlaczego? Nie widziałaś u nas przyszłości dla siebie? Co spowodowało, że wybrałaś właśnie ten odległy kraj?

ZuinasiaO Malezji przed wyjazdem słyszałam bardzo niewiele. Znałam jedną osobę, która była wcześniej na wolontariacie w Malezji i kompletnie się zakochała w tym kraju. Ale moja wiedza ograniczała się do tego, że jest to kraj tropikalny i muzułmański. Byłam na pierwszym roku studiów magisterskich i wiedziałam, że za rok, po skończeniu studiów, zapewne skończę uziemiona w jakiejś firmie w Poznaniu albo Warszawie, i będę miała 2 tygodnie rocznie na podróże. To mnie przeraziło – w końcu tyle Azji zostało jeszcze przeze mnie nieodkryte! Wcześniej co roku wyjeżdżałam na kilka miesięcy na wschód – uczyłam dzieciaki edukacji kulturowej w jednej z indyjskich szkół w stanie Gudżarat, pomagałam z planowaniu strategii marketingowej w Bombaju, rekrutowałam studentów do organizacji pozarządowej w pustynnym Dżajpurze. Potem spędziłam pół roku w Turcji w ramach programu Erazmus i czułam że jeszcze wiele możliwości i krajów przede mną. Ale wiedząc, że zwykle po rozpoczęciu porządnej etatowej pracy trzeba poświęcić się karierze, postanowiłam jeszcze trochę przedłużyć sobie mój okres podróży.Nie miałam pojęcia że już po kilku miesiącach w Malezji (staż studencki w dziale marketingu) tak zakocham się w tym kraju, że już nie wrócę do Polski – wypisałam się ze studiów, znalazłam pełnoetatową pracę w Kuala Lumpur i póki co stwierdzam, że to była najlepsza decyzja w moim życiu. Nieco zaskakująca, biorąc pod uwagę, że wyjeżdżając w Polski, nawet do końca nie orientowałam się, gdzie dokładnie na mapie leży Borneo 🙂 Więc to nie tak, że nie widziałam przyszłości w Polsce. Teraz, z perspektywy azjatyckiej, widzę, że faktycznie w Polsce nie ma za dużo perspektyw dla młodych ludzi, ale wyjeżdżając, szłam „na żywioł”. 🙂

kąpiel ze słoniem w sierocińcu dla słoni w Kuala Gandah

kąpiel ze słoniem w sierocińcu dla słoni w Kuala Gandah

Hamaczek – Wiesz, 90% moich rozmówczyń wyjechało z Polski oczywiście z miłości J . Ty w zasadzie wyjechałaś bo chciałaś pozwiedzać świat, ale jak to w życiu bywa zatrzymała Cię miłość do …Azji. Jak adoptowałaś się na miejscu? Przecież byłaś sama.

Zuinasia – To prawda, wyjechałam sama i do teraz właściwie jestem sama. Ale jednocześnie w Malezji nie da się być samotnym! Ludzie są tu naprawdę fantastyczni, otwarci, i bardzo chętni do pokazania swojego pięknego kraju przyjezdnym. No i są też bardzo tolerancyjni. W przypadku jakichkolwiek wpadek kulturowych postarają się nic nie mówić, albo tylko bardzo dyskretnie zwrócić uwagę. Malezyjczycy wiedzą, jak różna jest kultura europejska od azjatyckiej. Od samego początku mieszkam i pracuję z Malezyjczykami, a nie Polakami czy Europejczykami. Dzięki temu mam naprawdę pełną „ekspozycję kulturową“. Jest mi łatwiej zrozumieć zachowania Malezyjczyków, ich codzienne zwyczaje i nawyki. Przez pierwszy rok, żeby podciągnąć mój angielski i załapać lokalny angielsko/chińsko/malajski język, tzw. Manglish, nie spotykałam się z żadnymi Polakami. Bardzo chciałam wsiąknąć w kulturę tak mocno, jak to tylko możliwe. Wyjątkiem były rozmowy na Skype z rodziną, żeby nie zapomnieć języka 🙂 I z perspektywy czasu bardzo polecam takie podejście. Rzucenie się i danie pełnego nurka w nową kulturę bez asekuracji. To naprawdę pomaga!

malezyjskie wesele

malezyjskie wesele

Hamaczek – A co najbardziej Cię zaskoczyło w Malezji?

Zuinasia – Zdecydowanie rozwinięte miasta i cudowne jedzenie! Przyznaję, że przed przyjazdem trochę się obawiałam wyzwań codziennego życia w Azji. Po doświadczeniach w Indiach wiedziałam, że małe rzeczy, jak np. dostęp do elektryczności (która nie ma przerw w dostawie prądu w ciągu dnia), czy kawałek żółtego sera od czasu do czasu, zdecydowanie poprawiają jakość mojego życia. A Kuala Lumpur fenomenalnie mnie zaskoczyło. Jest to miasto o wiele bardziej rozwinięte niż Warszawa, dostępne jest tu wszystko, od taniego sushi, sashimi z meduzy czy niemieckiego chleba na zakwasie, aż po kluby, wino i koreańskie barbeque. Nie ma co prawda restauracji polskiej, ale to już byłaby chyba pełnia szczęścia 🙂 No i druga sprawa: pomimo, że jest to kraj muzułmański, panuje pełna wolność ubioru i zachowań w miejscach publicznych. Można bez problemu nosić mini-sukienki czy topy, nie czując się jak zwierzę w zoo, bo nikt się tu nie gapi na „białych“. I najważniejsze: kultura jedzenia! Malezyjczycy stawiają jedzenie naprawdę wysoko w hierarchii wartości w życiu. Tu je się zwykle w knajpach albo na ulicy, a możliwości eksploracji są prawie nieskończone! W weekendy robi się tzw. Food trips, czyli np. wyjazdy do miasta w innym stanie Malezji, tylko po to, żeby skosztować lokalnej zupy rybnej. Całkiem serio, kiedyś ze znajomymi jechaliśmy 4 godziny do miasta Melaka, tylko po to, by spróbować słynnego shake’a kokosowego i grillowanych szaszłyków satay!

Największy owoc na świecie - jackfruit

Największy owoc na świecie – jackfruit

Hamaczek – No to już nam leci ślinka. Ale na pewno jest coś co Cię denerwuje w Malezji? Do czego trudno było Ci się przyzwyczaić?

Zuinasia – W Malezji szczególnie denerwuje mnie przywiązanie Malezyjczyków do smartfonów. Używają ich wszędzie, podczas spotkań z przyjaciółmi, wyjścia do restauracji i nawet w kinie. W metrze wszyscy patrzą w dół, na ekrany swoich telefonów, interakcji w przestrzeni publicznej nie ma kompletnie. Raz widziałam nawet parę na randce, która przez godzinę nie odzywała się do siebie ani słowem (chyba czatowali przez komórki w takim razie). To jest bardzo smutne, ale też bardzo denerwujące. Sama zawsze zwracam uwagę Malezyjczykom, którzy używają telefonów podczas spotkań ze mną. Inna sprawa to bezpieczeństwo. W porównaniu do innych azjatyckich krajów w Malezji jest dość bezpiecznie, ale notorycznie zdarzają się niestety kradzieże torebek. Polega to na tym, że idąc ulicą można zostać zaatakowanym przez złodzieja na motocyklu, który zrywa lub przecina pasek torebki i odjeżdża w siną dal. Niestety policja jeszcze nie znalazła sposobu, żeby sobie z nimi poradzić.

Batu Caves niedaleko Kuala Lumpur

Batu Caves niedaleko Kuala Lumpur

Hamaczek – A jak jest z barierą językową? Wspominałaś już o tym ale powiedz coś więcej jak wygląda porozumiewanie się z mieszkańcami.

Zuinasia – Co  zaskoczyło mnie na plus, to poziom języka angielskiego w przestrzeni publicznej i tego, w jak łatwy sposób można tu poczuć się swojsko. Spora ilość gazet, stacji radiowych i telewizyjnych nadają tylko po angielsku, więc nawet nie mówiąc po malajsku można być poinformowanym o wydarzeniach w kraju na bieżąco. Do tego, dzięki programowi szkolnemu prowadzonego obowiązkowo częściowo po angielsku, praktycznie każdy Malezyjczyk potrafi się w tym języku porozumieć. Od kierowcy autobusu po panią na targu. A do tego średnio każdy mówi tu trzema językami! Malajskim, angielskim i tamilskim/mandaryńskim.

Hamaczek – Dziękujemy Ci Zuzanno za poświęcenie nam czasu i podzieleniem się z nami malezyjskimi klimatami.

10948703_862316763850410_1763305140_n