TLOC

 

 

Cykl otwieramy z „blondynką“. Karoliną, która na swoim blogu Blondynka w Meksyku opisuje swoją przygodę z tym krajem. Co ją tam zatrzymało, że postanowiła wsiąknąć w ten latynoski klimat? Przeczytajcie.

 

Hamaczek: Zapraszając Cię do naszego cyklu pisałam, że zwykle jest kilka powodów dlaczego ludzie wyruszają w podróż. Dlaczego Ty wyruszyłaś i dlaczego akurat Meksyk?

 

Blondynkawmeksyku: Tak jak 90% Polek wyruszyłam do Meksyku z powodu porywu serca. Studiując w Niemczech poznałam Alejandro (Alexa). Na początku uczyłam go niemieckiego i z czasem znajomość przerodziła się w coś więcej. W pewnym momencie ja musiałam wrócić do Polski, aby obronić prace magisterska, a mój partner do Meksyku, dokąd wzywały go sprawy zawodowe. Choć w Niemczech dostałam propozycje zrobienia doktoratu, postanowiłam, że wyjadę na rok do Meksyku, aby nie tylko zdobyć nowe, interesujące doświadczenie zawodowe, ale również (zwłaszcza!) zwiedzić ten kraj i nauczyć się języka hiszpańskiego. Z jednego roku zrobiły się już dwa lata i już wiem, ze jeszcze trochę tutaj zostanę.

10272525_653439364737603_8411186064087192170_o

 

Hamaczek: No i jakie masz wrażenia?

Blondynkawmeksyku: Wrażenia mam mieszane. Z jednej strony podobają mi się krajobrazy i architektura mniejszych miast, lub tych zabytkowych jak Guanajuato, z drugiej odrzuca mnie miejsce, w którym przyszło mi żyć, czyli Miasto Meksyk. Oczywiście miasto to ma swoje urokliwe miejsca, lecz niewątpliwie jest przeludnione i zanieczyszczone, co każdego dnia powoduje pewien chaos. Ponadto Meksyk mógłby być rajem, gdyby również mentalność tutejszych ludzi się zmieniła.

VLUU L210  / Samsung L210

Hamaczek:  A co z tą mentalności jest nie tak?

Blondynkawmeksyku: Mimo ogólnego przekonania, że Meksykanie są narodem niezwykle otwartym i przyjaznym, który zawsze przychodzi z pomocą uważam, że są fałszywi. Na palcach jednej ręki mogę policzyć ilość Meksykanów, których poznałam, a którzy dotrzymują słowa, mają godność przyznać się do winy i nie ignorują spraw, które nie przyniosą im zysku. Nie jest to tylko i wyłącznie moja opinia, ale również dużej części innych Polaków, którzy mieszkają w Meksyku. Są przy tym narodem hipokrytów. Zwykłam mawiać, że w jednej ręce trzymają figurkę Matki Boskiej z Guadalupe, a w drugiej pistolet. Wiem, że w każdym narodzie można znaleźć jakieś „ale”, ale Meksykanie są wyjątkowym materiałem, którego osobowość jest zakorzeniona i nigdy nie ulegnie zmianie.

orzelek-1

Hamaczek: No to mnie zaskoczyłaś. Zwłaszcza, że ja z mężem jesteśmy zafascynowani Meksykiem głównie za sprawą Wojtka Cejrowskiego i jego programów. Spędziliśmy co prawda tam tylko kilka tygodni i muszę przyznać, że odebraliśmy mieszkańców trochę inaczej, dość przyjaźnie, otwarcie.

Blondynkawmeksyku: Miałam dokładnie to samo odczucie – przed wyjazdem z wypiekami na twarzy oglądałam jego cykl o Meksyku, a potem, gdy już dotarłam na miejsce, byłam w szoku, że jednak nie jest tak kolorowo, jak to opisał. Choćby błaha kwestia taksówek: nie są zielone, a złoto-czerwone – ba! w tym roku wprowadzono nowy design – różowo-białe. Wiesz, być może ludzie w mniejszych miasteczkach, lub w miastach wysuniętych na wschód są „normalniejsi”, ale jednak zachowują sobie wiele z tych cech, o których wspomniałam.

 

Hamaczek: A jak przyjął Cię ten kraj? Jak odnalazłaś się wśród przyjaciół i rodziny Alejandra?

Blondynkawmeksyku: Przyjaciele i rodzina Alexa z miejsca mnie zaakceptowali. Mama Alexa już przy pierwszym spotkaniu powiedziała, że chce się mną zaopiekować, bo wyobraża sobie, jak musi mi być ciężko w obcym kraju. Tymczasem najlepszy przyjaciel mojego wybranka za każdym razem, jak się widzimy niby zabiera mnie na stronę i pyta, czy Alex jest grzeczny, czy ma z nim ostro porozmawiać;)

Hamaczek: Jak już jesteśmy przy komunikacji. Nauczyłaś się języka?

Blondynkawmeksyku: Do Meksyku przyjechałam bez znajomości języka hiszpańskiego, lecz po dwóch latach samodzielnej nauki rozmawiam już w miarę płynnie. Z Alejandrem wciąż jednak komunikujemy się w języku angielskim i tylko wyznania miłosne prawione są po hiszpańsku.

Hamaczek: Meksyk to wielki kraj gdzie na każdym kroku jest coś fascynującego do zobaczenia. Przyroda, plaże, zabytki, piękne miasta. Udało Ci już tym zachłysnąć?

Blondynkawmeksyku: Zwiedziłam dopiero malusieńki procent tego, co sobie zaplanowałam. Wierzę jednak, że w rozpoczętym, nowym roku uda mi się zobaczyć kolejne, fascynujące miejsca. Jestem miłośniczka ptaków, toteż chciałabym zobaczyć Festiwal Ptaków na Jukatanie.

Hamaczek: A czujesz, że to mogłoby być Twoje miejsce na ziemi?

Blondynkawmeksyku: Nie, zdecydowanie nie. Jest to piękny, wielokolorowy kraj, lecz to właśnie na ziemi meksykańskiej uzmysłowiłam sobie jak bardzo tęsknię za Polską – za rodzimą kulturą, językiem, za wszystkim. Naszemu krajowi można wiele zarzucić, jednakże jest to ojczyzna, do której chce się wrócić i o której nieustannie z rozrzewnieniem myślą tutejsi Polacy. Dochodzi tutaj również nieopisana tęsknota za rodziną, gdyż, choć kontaktujemy się na Skype codziennie, nie jest tym samym, co realny kontakt.

Hamaczek: Gdybyś mogła teraz się przenieść razem z Alexem to gdzie by to było?

Blondynkawmeksyku: Gdybym mogła przenieść się teraz razem z Alexem do dowolnego miejsca byłaby to Nowa Zelandia, której zobaczenie na własne oczy jest moim największym marzeniem i to nie jedynie przez Władcę Pierścieni czy Hobbita, ale przede wszystkim ze względu na jej niesamowite krajobrazy. Drugim miejscem, nieco łatwiejszym do osiągnięcia, byłoby Garmisch-Partenkirchen, do którego, jeżeli wszystko pójdzie po naszej myśli, udamy się w grudniu.

Hamaczek: Jakie macie dalsze plany? Jest jakieś konkretne miejsce gdzie chcielibyście się osiedlić na stałe?

Blondynkawmeksyku: Alex chciałby zwiedzić Europę, natomiast ja Amerykę Łacińska. Z tego względu musimy znaleźć złoty środek, aby każda ze stron była zadowolona. W przyszłości (mniej więcej za 2-3 lata) mamy zamiar osiedlić sie w Niemczech. Z tego też powodu Alex uczy się niemieckiego, a ja planuję zrobić certyfikat z języka hiszpańskiego oraz jeżeli czas pozwoli, języka i kultury nahuatl.

Hamaczek: Nahuatl? Dlaczego on? Czy dużo ludzi w Meksyku posługuje się tym językiem? Powiedz coś o nim.

Blondynkawmeksyku: Jestem filologiem, zatem języki obce są moja pasją. Chciałabym sie nauczyć tego języka, gdyż ciekawi mnie jego składnia oraz to jak poszczególne jego wyrazy przeniknęły do języka hiszpańskiego, a także powszechnego (np. czekolada). Ponadto wciąż jest on językiem „żywym”, skoro posługuje się nim, naturalnie w rożnych dialektach, ponad 1,5 miliona Meksykanów. Warto też dodać, że Polska ma mały udział w nauczaniu nahuatl i kultury indiańskiej w osobie pani dr Justyny Olko, która to uczy tego języka również samą ludność indiańską. 

Hamaczek: Co byś zabrała Meksykanom, żeby zaszczepić w Polakach?

Blondynkawmeksyku: W Polakach zaszczepiłabym meksykańską radość i dryg do tańca (zwłaszcza Panom 😉 ). Wyłączając te bowiem cechy raczej zachęcałabym tych drugich, aby brali przykład z naszych rodaków.

Hamaczek: Jakie są Twoje kulinarne doświadczenia? Kuchnia meksykańska to dla mnie i mojego męża pierwsza trójka kuchni świata.

Blondynkawmeksyku: Sama nauczyłam się gotować większość meksykańskich potraw i przysmaków, jak alambre de res, tacos al pastor, pay de limon, sopa azteca i wiele innych. Niektóre dania tejże kuchni są tak proste, że wystarczą 3-4 składniki, 10 minut i obiad gotowy. Jeżeli przyrządzam danie jedynie dla mojego Meksykanina to tworzę je według klasycznych receptur, a gdy dla nas, to zawsze staram się wymieszać ze stosowanymi w polskiej kuchni przyprawami itp. Meksykańska kuchnia opiera się na niewielu przyprawach i ziołach i często brakuje mi „czegoś”. Niektóre potrawy jednak nauczyłam się jeść jak typowa Meksykanka z sokiem z limonki i ostrym sosem, czym niektórych ludzi jako cudzoziemka zadziwiam ;).

Hamaczek: Jaka rzecz oprócz Alexa oczywiście sprawią, że Meksyk będzie zawsze do Ciebie wracał?

Blondynkawmeksyku: Meksyk będzie do mnie wracał dzięki swej historii, kuchni, pięknej architekturze i niesamowitym krajobrazom. Ponadto zapamiętam Meksyk jako miejsce pewnych przemian, gdyż to tutaj po raz pierwszy było mi dane przeżyć rożne niezapomniane, czasem przerażające sytuacje. Jestem romantyczną duszą, wiec uwielbiam tutejsze zachody słońca, które są dużo bardziej kolorowe i mają w sobie coś magicznego bez różnicy czy jest się w zabudowanym mieście, czy na łonie natury.

Hamaczek: Dziękuję Ci „blondynko”, że poświęciłaś nam czas, żeby podzielić się z nami swoim kawałkiem „meksykańskiego” życia.