Przechodziłam przez różne zauroczenia literackie. W każde wchodziłam jak w masło, a potem porzucałam jak dziecko znudzone swoją zabawką.

Od roku fascynuje mnie reportaż. Napotykam różne jego odsłony. Niektóre bawią, uczą a inne wkurzają i męczą. Jedno je łączy. Ludzie, którzy je napisali przebyli jakąś podróż, żeby poznać świat, ludzi czy rozmaite religie. Dotykali innych kultur tak jak ja dotykam teraz kartek ich książek.

Każdego w świat pchało co innego. Ale wśród przeczytanych przeze mnie reportaży jeden pamiętam najbardziej, „Na granicy zmysłów”. Utkwił mi w pamięci nie dlatego, że był jakoś świetnie napisany, ale dlatego, że jego bohater (Przemek Kossakowski) to chyba największy świr o jakim słyszałam i  o jakim przyszło mi czytać.

4b8e36ee-9550-11e2-89c3-0025b511226e

Przemierza on Polskę, Ukrainę i Rosję w poszukiwaniu…no właśnie czego?

Czego można szukać poddając się najdziwniejszym, niebezpiecznym, a czasem śmiesznym zabiegom szeptunek, znachorów i innych czarodziejów?

Czego można szukać dając się okładać wnętrznościami barana, unosząc się kilka metrów nad ziemią czy dać się zakopać w ziemi i spędzić tam czterdzieści minut?

7233722-520-340

Można szukać prawdy i sensu o życiu, śmierci czy nadprzyrodzonych mocach. W wielu przypadkach Kossakowski spotyka się z hochsztaplerami a czasem z takimi, których ciężko z marszu obnażyć lub oskarżyć o oszustwo. Słucha licznych diagnoz. Stara się przejść koło nich obojętnie ale gdy dowiaduje się kilka razy pod rząd, że ma prostatę i inne dolegliwości wtedy ciężko o racjonalizm.

W podróży towarzyszą mu operator, dźwiękowiec i asystentka Pani z Wysokiego Zamku. Wszystko dogłębnie rejestrują, nawet to czego Kossakowski po prostu nie pamięta.

Świetnie czytało mi się ten reportaż, czasem śmiałam się jednocześnie podziwiając powagę i szacunek z jakim swoich bohaterów traktuje autor, a czasem byłam przerażona do tego stopnia, że się normalnie bałam.

Kiedy skończyłam czytać książkę, a zrobiłam to tuż przed snem, nawiedziły mnie koszmary, szatan i złe duchy…

Wszystkie reportaże tak barwnie ilustrują świat, który zwiedzają. Wyciągają wnioski, kładą jakieś tam wyobrażenie o świecie ale Kossakowski robi coś zgoła innego. On nie zachwyca się biedną chatą, chwaląc naturalność ludzi tam żyjących. Nie zanurza się w wiejskich garnkach szukając prawdy o świecie. On dotyka metafizyki, szukając przy tym dowodów na istnienie niezbadanych sił i nadprzyrodzonych mocy.

Po czym zostawia czytelnika bez odpowiedzi dając przy tym wybór. Albo uwierzysz albo nie.

Szczerze boję się o to co dzieje się z Kossakowskim po takiej podróży. Ja jedynie czytałam to co on spisał a i tak ledwo mogłam spać. Wszystko co mnie tamtej nocy nawiedziło gdzieś podróżowało razem ze mną i jego historiami przez kartki książki.

0003LCKDQJK9J0EY-C116-F4

Możliwe, że w tych działaniach szeptunek czy znachorów jest jakaś moc, ale bardziej interesuje mnie skąd ona pochodzi. Czy pochodzi naprawdę od Boga, a kiedy jest działaniem czegoś nieczystego?!

Ja się boję takich rzeczy, nie chadzam do wróżki, do numerologów czy innych czarodziejów. Wierzcie albo nie ale ta sfera duchowa istnieje czy nam się to podoba czy nie. Jest bardzo niebezpieczna bo ociera się o coś czego nie rozumiemy bo tego nie widzimy.  Nie raz słyszałam o rzucanych przez nich urokach a raz widziałam efekt opętania, którego lekarze wytłumaczyć nie potrafili. Dziękuje więc bardzo.