Wyjechaliśmy na weekend do Sobieszewa.

Leżąc na plaży ustalamy plan na następny dzień.

–       wstajemy jutro o 6 rano i idziemy pobiegać. Jeszcze nigdy nie biegałam nad morzem- podekscytowana  zarażam go moją energią

–       dobra, świetny pomysł

uff, fajnie cieszę się na ten jutrzejszy poranek.

Kilka godzin później, po paru zimnych nadmorskich browarkach chęć i plany na jutrzejsze bieganie rosną.

Po obejrzeniu zachodu słońca, zrobieniu kolejnego browarka udajemy się na spoczynek.

IMG_0283

6 rano. Dzwoni budzik. Nikt nawet nie śni żeby go spacyfikować.

Wstaję i go wyłączam. Leżymy nic nie mówiąc do siebie. Nieuniknione nadchodzi, czuć w powietrzu zbliżającą się apokalipsę, a łeb pęka jak po zmasowanym ataku przybyszów z innej planety.

–       idziemy?- przerywam tą walącą w uszach ciszę

–       mam kaca- nie uchylając nawet na chwilę oka odpowiada

–       ja też mam, ale to jedyna okazja- czekam aż mnie zmotywuje

7 rano, wynurzamy się, z hotelu.

Było cudownie, to fantastyczne miejsce do biegania…a nasz czas…hmmmm… sama nie wiem czy w ogóle powinnam powiedzieć…. Jednym słowem ślimak byłby od nas szybszy…ale co tam. Trening się odbył. Słowo się rzekło kobyłka u płotu.

IMG_0286

IMG_0288

IMG_0290

IMG_0291

P1020179-1

P1020215-1

• biegamy w rzeczach Helly Hansen- artykuł nie jest sponsorowany.