Wiem, że nikt nie lubi Walentynek. Są amerykańskie i nie nasze. To podobnie jak z Wigilią. Też są głosy, że komercja, że wszystko sprowadzone jest do konsumpcjonizmu.

Jeśli tak sądzisz, to nie masz co dalej czytać, bo to wpis nie dla Ciebie. Wkurzysz się, będziesz chciał hejtować, a ja będę musiała się pozbyć mojego wiernego kochanego fana.

Ja uwielbiam Wigilię, z całym tym jej harmidrem, z suto zastawionym stołem i drogimi prezentami.

Uwielbiam też Walentynki. Nic na to nie poradzę, tak mam i już.

Jesteśmy ze sobą już ponad dwadzieścia lat, tak, tak 20 długich lat (a tak na serio to 23).

To cała wieczność, ale i niewystarczająco długo.

Jak byłam w liceum to wymiar Walentynek był ogromny. Z drżeniem serca uchylałam pocztową skrzynkę. Kiedyś nawet sama wzięłam udział w konkursie na miłosne opowiadanie i wygrałam tort w kształcie serca.

Mam dobre wspomnienia z tego święta i nigdy go nie opuszczam 🙂 .

Dlatego dziś spędzimy tak samo jak każdego roku. Pójdziemy na kolację, na spacer, może zaliczymy jakąś fajną wystawę.

Wrócimy do domu i będziemy rozmawiać, kreśląc plany na przyszłość. Będziemy tak trwać na kanapie kilka godzin, a potem sami nie wiemy co się jeszcze wydarzy.

Mogłabym powiedzieć, że Walentynki mam całym rokiem i całym życiem. Kochamy się i uważam, że w swoim życiu doświadczyłam największego daru miłości.

Myślę, że ci którzy krzyczą najgłośniej o tym jak bardzo nie lubią Walentynek nie obchodzą ich, bo któraś ze stron po prostu nie chce tego robić. Dlatego w ich głowach pojawiają się „usprawiedliwiacze”. Nie lubicie, to nie lubcie. Nikt przecież nie każe Wam tego dnia się kochać czy miłować. Chociaż myślę, że każdy potajemnie tego pragnie. Nawet wtedy kiedy to jest tylko tego, jednego dnia.

Życzę wam walniętego Św Walentego …. niech się dziś mocno uderzy w głowę.