Paweł Kukiz zagrał w niedzielę kolejny koncert. Koncert na nerwach tym wszystkim, którym się wydawało, że mają ludzi pod kontrolą.

Wczoraj nie miało to dla mnie znaczenia kim jest Kukiz, skądkolwiek przyszedł.

Bezcennym było zobaczyć na ekranach telewizora te wszystkie gadające głowy polityki i mediów jak z otwartymi ustami nie do końca rozumieli co się dzieje.

Kraśko zdziwiony, że się nic nie zgadza z wcześniejszymi sondażami. Komorowski dukał coś z kartki, a reszta polityków widząc wysokie poparcie dla kandydata Kukiza nie mogła pojąć czemu ludzie mogą być aż tak niezadowoleni z ich dotychczasowych rządów.

Płomienne wystąpienie Kukiza po ogłoszeniu wyników poruszyło ludzi ale obawiam się ,że na chwilę. Łajanie TVN-u wzbudziło aplauz u jednych i konsternację u drugich.  Sądzę niestety, że to wszystko.

Pan Paweł napluł im wszystkim do żłoba. Bo na razie tylko tyle może i na tyle ma sił. Przy dobrych wiatrach jego wydzielina nie spadnie mu na twarz. Tymczasem ugrzęzła politykom w gardle i nie wiedzą czy mają ją połknąć czy wypluć.

Jego przeciwnicy mówią ,że to kolejny populista, kolejny Lepper. Bo tacy ciągle się pojawiają przy okazji nowych wyborów. Bo krzyczeć każdy potrafi. A Kukiz po latach spędzonych na scenie ma w tym wprawę.

Może mają rację.  Ale nie znamy jego determinacji, zaparcia i motywacji. Może jest tak wielka, że będzie w stanie zrobić coś z niczego, coś niemożliwego, coś tylko dla nas Polaków.

Ja w to nie wierzę, bo nie wierzę politykom, a on w takiej sytuacji będzie się musiał nim stać. Nie wierzę też dlatego bo lubię się mile rozczarować.

Mimo wszystko życzę mu, żeby wyłączył tym wszystkim okłamującym nas politykom i mediom prąd i zagrał prawdziwy koncert. Koncert unplugged.

 * zdjęcie główne - źródło "Do Rzeczy"