Kilka dni temu usłyszałem kawał odnoszący się do sytuacji gwałtownego skoku kursu franka szwajcarskiego.

 

Przychodzi facet do banku

–         Dzień dobry, chciałbym pożyczyć sto tysięcy we frankach.

Na to kobieta w okienku:

–        Dwieście tysięcy? A na co Panu trzysta tysięcy? Zresztą pożyczymy Panu

te pięćset tysięcy.

 

Dla tych co posiadają ten „wspaniały“ produkt kredytowy dowcip ten śmieszny nie będzie ale po części odzwierciedla mechanizm ryzyka kursowego na który są zdani Ci kredytobiorcy.

Dlaczego podejmowali takie ryzyko? Wiadomo. Radykalnie niższa rata od tej jakie mieliby płacić w złotych polskich oraz wizjonerskie podejście sprzedawcy co do przyszłości waluty szwajcarskiej (choć te wizje związane są stricte z celami sprzedażowymi i wysokością marż za ten produkt).

1361475-frank-waluty-pieniadze-657-323

Jednym słowem brać nie przebierać. W ciągu dwudziestu, trzydziestu lat nie może się przecież nic złego stać. Chciałoby się powiedzieć kto nie ryzykuje ten nie pije szampana, ale w tym wypadku prawdopodobieństwo, że frank będzie tą jedyną walutą na świecie, która kulom się nie ima jest odrobinę naiwne. Choć osobiście przyznam, że nie spodziewałem się, że jej gwałtowny wzrost nastąpi tak szybko. Naiwne jest również bezgraniczne zaufanie bankom jako instytucjom, których produkty są przejrzyste, uczciwe i tanie.

A przecież banki to zwykłe/niezwykłe korporacje nastawione na olbrzymie zyski, mamiące ludzi profitami z wieczną szczęśliwością w tle. Zewsząd tylko krzyczą z reklam oddaj nam swoje pieniądze, a za trzy procent rocznie staniesz się niezależnym (np. w ING). Trudno to pojąć, ale ludzie w to wierzą. „Frank” krzyczał tak parę lat temu. Ludzie się na to łapali, bo uważali ,że dzięki temu staną się lepiej sytuowani, szczęśliwsi, a teraz są niewolnikami finansowymi na łańcuchu kredytowym. Uważali, że dzięki niskiej racie na dom lub mieszkanie będą mogli wziąć kolejną ratę na samochód itd.

Przykład USA pokazał co banki mogą zrobić z człowiekiem. Omamić dobrobytem, żeby chwili recesji zlicytować twój majątek.

Teraz Frankowicze żądają pomocy ze strony Państwa uważając, że zostali naciągnięci, a wręcz oszukani. Oczywiście, że zostali. Tak samo jak ja kiedyś próbując wygrać w cztery karty nie znając mechanizmu cwanych rozgrywających. Wydawało mi się, że ich nabiorę i zgarnę kasę bo wiem gdzie ukryty jest As 😉 Wiecie jak się skończyło 🙁

A czy Państwo powinno reagować? Pomagając Frankowiczom stawiają w niezręcznej sytuacji pozostałych kredytobiorców. Bo co mają powiedzieć Ci, którzy chcieli spać spokojnie i wzięli wyższe raty w złotówkach? Odpowiedzcie sobie sami.

Podejrzewam, że sporo „szwajcarskich“ kredytów było branych przez ludzi, którzy mogą wpłynąć na tą niekorzystną sytuację. Stąd odbyła się narada szefów „polskich“ banków z przedstawicielami NBP i Ministra Finansów w sprawie wzrostu kursu. Ale banki to nie instytucje charytatywne w związku z tym zrobią wiele szumu wokół własnych marek, coś obiecają i zrobią swoje.

A ty się człowieku martw sam bo z kredytem jest jak z żoną, trudno się rozstać.