Panuje powszechna opinia, że komedie romantyczne są głupie. Faceci chodzą na nie ze swoimi dziewczynami bo one kochają takie filmy. One się wzruszają, płaczą,utożsamiają się z bohaterkami pragnąć przeżyć choć przez chwilę ten fikcyjny romantyzm. Oni z kolei się śmieją, nudzą i wychodzą z kina z przekonaniem, że przecież takie rzeczy się nie zdarzają.

Schemat tych filmów jest dość prosty i zawsze musi przebiegać po jednej przetartej linii. Chłopak poznał dziewczynę, chłopak stracił dziewczynę, chłopak odzyskał dziewczyną.

Idąc na „Sypiając z innymi” Leslye Headland wiedziałem, że fabuła rozegra się w takich proporcjach.

Główni bohaterowie poznają się przypadkiem na studiach w akademiku. On (Jake) widząc zrozpaczoną dziewczynę (Lainey) bezskutecznie próbującą dostać się do pokoju swojego ukochanego zaprasza ją do siebie. Kończą oczywiście w łóżku robiąc to jak się okazuje po raz pierwszy. Nic jednak po tym się nie rozwija. Następuje cięcie i para bohaterów spotyka się przypadkowo po dwunastu latach.

Ona jest uzależniona od niewłaściwego faceta, dokładnie tego samego do którego próbowała się dobić w akademiku. On jest nałogowym kobieciarzem. I wszystko byłoby zgodnie z tym schematem o którym wspomniałem powyżej, ale zaskoczyła mnie jedna rzecz. Nie spodziewałem się, że główni bohaterowie mnie „zagadają“ i to w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Dialogów jest bowiem cała masa. Fakt, że skupiają się głównie na jednej rzeczy. Na seksie. Miłość, która powinna być kluczowa w tego rodzaju filmach jest tu jak opary benzyny. Ulatnia się szybko, jest gdzieś wokoło, ale nie wybucha.

Para jest jak dobrzy kumple. Gadają o najbardziej prywatnych sprawach nie przekraczając żadnych granic swojej intymności. Nawet gdy on uczy ją masturbacji posiłkując się butelką jako rekwizytu. Bawią się więc dobrze. Sypiają z obcymi i mogłoby się rzec, że dobrze im z tym. Ale jak świat światem taka przyjaźń między kobietą a facetem jest mało prawdopodobna, więc koniec może być tylko jeden.

Twórczyni filmu gra na dobrze znanych nutach strachu przed intymnością, uczuciami i odrzuceniem chcąc jednak to wszystko uwspółcześnić tak, żeby dzisiejszy widz mógł się z tym utożsamić.

Czy taka nowoczesna wersja komedii romantycznej przypadnie Wam do gustu? Na pewno nie wszystkim. Panowie wychodząc z niej na pewno nie będą w romantycznych nastrojach. Panie za to mogą być odrobinę zmieszane, bo taka dawka seksu zawinięta w papier miłosnej opowieści będzie odbiegać od tego, do czego kino amerykańskie zdążyło nas już przyzwyczaić.

ocena