Idąc na film z gatunku fantasy zawsze zastanawiam się w jakie zakątki wyobraźni poniosą mnie twórcy takiego dzieła. Jak daleko odepchną mnie od rzeczywistości i czy po takim seansie będę mógł szybko wrócić do realnego świata. Zwłaszcza gdy taki film oparty jest na baśniach Giambattisty Basilego. Gościa, którego surrealizm dzieł ma postać mocnej schizy. Ale to właśnie jego twórczość była często inspiracją między innymi dla braci Grimm.

„Pentameron” bo o nim mowa z założenia nie jest słodką bajeczką dla grzecznych dzieci. Jest fantasmagorią dla dorosłych opowiedzianą jak po sporej dawce dopalaczy.

Bo czy bajkowa królowa zwykła obżerać się sercem potwora tylko dlatego by urodzić upragnionego potomka? Czy król zaprzyjaźniony z gigantyczną pchłą nie ociera się o odlot? Czy władca liżący palec obcej kobiecie, która wysuwa mu go przez szparę od drzwi to coś co zwykle oglądamy w bajkach? Oczywiście, że nie.

Matteo Garrone analizując twórczość Basilego połączył świat tych osobowości i w pigułce wyłożył nam dwugodzinna wyprawę do świata ludzkich pragnień. Pragnienia potomka, męża, pięknej kobiety, przyjaciela, młodości. I to za wszelką cenę. Ze wszelkimi konsekwencjami, które akurat w tym wypadku są mordercze i mroczne.  Jakże to aktualne tematy.

pentameron5

Ale żeby nie było tak ponuro, reżyser w opowieści nie zapomniał o elementach komediowych, które odgradzają nas na moment od tego wariactwa. Ale wariactwa w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Bo ten film to coś więcej niż odskocznia od codzienności. To prośba o refleksję o nas samych.

Dlatego nie jest to jak większość baśni historia jednopłaszczyznowa. Gdy przyjrzymy się głębiej chyba najbardziej wyrazistej scenie z Salmą Hayek w roli królowej, która to pożera serce morskiego potwora, to zauważymy niespotykaną krwiożerczą namiętność pragnień pokazaną bez słów, bez najmniejszego dialogu. To ujęcie jak skok z wysokiej wieży momentalnie wprowadzi nas w inny wymiar postrzegania tej niby bajeczki.

Do tego co i rusz napotykamy na masę symboli będących dodatkową głębią tej opowieści. Opowieści zgrabnie utkanej, momentami śmiesznej, momentami odpychającej.

Ciężko co prawda utożsamić się tu z którąś z postaci bo nie jest to Jaś i Małgosia, Czerwony Kapturek czy Królewna Śnieżka. Tutejsi bohaterowie to zestaw iście żywiołowy. I pewnie dlatego ta drapieżna ale pełna kolorytu baśń nie wyłoży nam na tacy morału. No może poza jedną myślą wyłaniającą się w ostatniej, pełnej uroku scenie, że w życiu najważniejsza jest równowaga.

5