Krzysztof Majak w swoim tekście na portalu natemat.pl pisze:

„Kto ma prawo prosić innych o pomoc? Czy wystarczy zachorować na śmiertelną chorobę, aby wzbudzić współczucie? Nie w Polsce. Po apelu Olgi Sipowicz, w którym artystka prosi o pomoc w zbiórce pieniędzy na drogie leki, internauci odpowiadają: Stać ją, niech sama sobie kupi. I oto cała prawda o kato-miłosiernym narodzie”

Sprawa dotyczy choroby i prośby o pomoc materialną dla Kory w związku z jej chorobą.

Ale w tym tekście Pan Krzysztof Majak dotyka i w dodatku ocenia „kato-miłosierny naród”. Czyli mnie. Katolika i osobę, która swój naród kocha. I bardzo mnie się to nie podoba, a dodatkowo bardzo mnie boli.

Na podstawie tego hejtu zostałam przypisana do nie empatycznego społeczeństwa.

Po pierwsze nie wiem skąd ten Pan wie, że te teksty i ci tweetujący ludzie to katolicy? Ale pewnie sobie tak z góry założył, że skoro taki wierzący naród to od razu wredny i zły. Naród, który głosował na PIS i na Dudę. Teraz rozwala kraj i  nie chce się zlitować nad chorą Korą.

Ale cała sprawa Kory to przecież nie sprawa wiary, a własnego sumienia, które posiada tak samo „kato-miłosierny ” jak i „nie kato i nie miłosierny”. Ta cała celebra internetowa dotycząca nienawiści wobec Kory nie ma nic wspólnego z wiarą.

Wszelkie statystyki Szanowny Panie donoszą, że ci katole ukrywają się w małych miastach i wsiach gdzie internet często nie dociera. Zwykle jeszcze na głowie dumnie noszą moherowe berety z antenką i liczą sobie grubo po sześćdziesiątce.

A po drugie, niech Pan zajrzy pod artykuły o wypadku Prezydenta. Szybko można się zorientować, że raczej tam katoli nie ma. Katol po pierwsze na Dudę głosował, a po drugie nie życzy śmierci Prezydentowi, którego sam wybrał. A tam hejt na to, że Prezydent przeżył wypadek poszedł jeszcze większy. No ale wiadomo, jednych hejtować można, wręcz jest mile widziane, a innych broń Boże ruszać nie nie należy.

Wracając do pomocy chorej Korze. Sytuacje oceniłabym zupełnie inaczej. Akurat część ludzi ma rację, bo Kora jest w bardzo korzystnej sytuacji. Może pozwolić sobie na sprzedaż mieszkania, żeby kupić sobie lek. Nie mamy pewności czy po drugiej stronie komputera nie siedzi na przykład ktoś kto cierpi lub cierpiał na raka bądź ma w rodzinie kogoś kogo dotknęła ta straszna choroba. Jest więc bezradny,sfrustrowany i bez środków do życia, które i tak zaraz może się skończyć.

Nie widzę też nic złego w tym, że Kora sprzedała mieszkanie. Zrobiłabym dokładnie tak samo gdybym mogła ratować życie swoje czy nawet moich najbliższych. Pobrałabym kredyty i zaciągnęła gdzie się da, żeby „kupić” kilka lat życia. Zapewniam Pana, że w tym nie ma nic dziwnego, a już na pewno nie to, że jest mi wstyd, że w moim kraju zasłużony muzyk musi coś takiego robić.

To odruch bezwarunkowy.

Dlatego po części uzasadniam złość internautów – brak równych zasad przy wyborze „żyć” lub „nie żyć” może powodować złość i bezradność, a bezradność odbiera rozum.

Ten tekst mnie mierzi, bo pod pretekstem próby wytłumaczenia jak bardzo głupi jest naród kryje się czysto polityczny bełkot.

Zamiast szukać podziałów i od nich zaczynać swój tekst, należałoby dotrzeć do wszystkich serc  bez względu na aspekt wiary,  bo to właśnie sumienie ludzi trzeba pobudzić, a nie sprowokować do walki, w której i tak od jesieni wszyscy tkwimy.