Wyznacznikiem tego czy Twój wpis, zdjęcia, blog się komuś podoba są statystyki. Kiedyś myślałam, że to lajki świadczą o tym czy ktoś Cię lubi czy nie. Ale kiedy pod wpisami paluszek w górę zostawiają przyjaciele, znajomi i rodzina, a wskaźniki statystyk pokazują, że czyta cię miesięcznie kilkanaście tysięcy osób to już wiesz, że lajki nic nie znaczą.

W taki sposób sprawdziłam czy nasze wpisy na blogu są czytane. Są. I ta informacja mi wystarczyła, resztę zostawiłam losowi. Co się wydarzy, to się wydarzy. Po mojej stronie tylko praca.

Na początku tego roku przyszedł czas na kolejny kanał socialowy – Instagram.

Znalezione obrazy dla zapytania instagram

Dotąd istniał sobie „samopas”. Zupełnie się nad nim nie skupialiśmy. Raz na jakiś czas lądowały tam zdjęcia, ale jakoś nic nie oczekiwaliśmy w zamian. Aż do stycznia. Postanowiliśmy, że w tym roku zadbamy i o ten kanał komunikacji. Od szóstego stycznia zdjęcia pojawiały się każdego dnia. Założyłam, że dzięki temu powinien przybywać dziennie jeden followers. Można powiedzieć, że tak się stało. Co zdjęcie to kilku followersów (nie jeden a kilku) ale załóżmy, że przybyło w ciągu dnia czterech, a następnego dwóch odchodziło.

Hmmm, to mnie bardzo zaciekawiło. Pierwsze co przyszło mi do głowy, że nie podoba się tutaj to co pokazujemy. No mają prawo, polubili nas ale się zawiedli. Nie każdy w końcu musi nas lubić, zrozumieliśmy ten tok myślenia. Ale każdego dnia sytuacja się powtarzała. W sumie wychodziliśmy na plus ale nie dawało nam spokoju co dzieje się takiego, że niektórzy rezygnują ze śledzenia naszego profilu.

Na pomoc przyszedł niezawodny google, który zasugerował aplikację pokazującą kto nas polubił, a kto odlubił. Wszystko było czarno na białym.

No to was mam, nikczemnicy i zdrajcy 🙂 .

Kilka dni wystarczyło, żebym zorientowała się jak działają „wyłudzacze followersów” na Instagramie.

Jest ich kilka grup.

Pierwsza grupa

Polubowywują twój profil, a jak Ty ich polubisz to już w ciągu doby odlubowywują twój.

Druga grupa

Polubowywuje twój profil, Ty polubowywujesz ich i czeka kilka tygodni i Cię odlubowywuje.

Trzecia grupa

Polubowywuje twój profil, Ty ich nie polubowywujesz wiec oni Cię odlubowywują.

Tutaj jest tak zwany lajk za lajk.

Czwarta grupa

Fikcyjne konta.

Piąta grupa

Ci których naprawdę denerwujesz lub ci którzy usunęli swoje konto.

Najbardziej wkurza mnie grupa pierwsza i druga. I wcale to nie są jakieś tam miernoty co to dopiero pozakładały profile na Instagramie. Wśród tej grupy są na przykład firmy, koncerny itp. Np. Iperfumy, jest Polanka i cała masa blogerów (tu akurat śmiało mogę powiedzieć, że początkujących). Z niektórymi do dziś bawimy się w kotka i myszkę, bo kiedy oni mnie odlubią to ja ich też odlubowywuję, po kilka dniach oni bach znowu mnie polubowywują i ja ich też. Za chwilę mnie nie lubią itd itd. Fajna zabawa naprawdę polecam wszystkim  🙂 .

W przypadku kont zakładanych przez firmy, które oferują nam jakieś produkty, chcą nam coś sprzedać, sposób takiego pozyskiwania followersów mógłby być zrozumiany. Im więcej obserwujących, tym firma zyskuje na wizerunku. Mało uczciwy ale niech tam.

W dzisiejszych czasach miarą popularności są liczby lajków, followersów, subskrybentów. Te dwa pierwsze da się nabić sztucznie bo tak jest łatwiej. Nie potrzeba wysiłku, nie potrzeba wkładać w to żadnej pracy.  Jedni to robią dla zysku, inni z pobudek narcystycznych. Chcą podbudować swoje ego i chełpić się tym, że mają coraz więcej fanów.

Często jest tak, że klikamy lubię to tylko dlatego, że ktoś nas polubił mimo, że wcale nie mieliśmy takiego zamiaru. Czujemy się zobowiązani. Często jest też tak, że nie lubimy jakiegoś świetnego zdjęcia lub postu tylko dlatego, że wstawiła je osoba, za którą nie przepadamy.

Żyjemy w takim świecie w którym dla każdego z nas jest to już normalne. W duchu cieszymy się, że ktoś nas polubił i wkurza nas, że ktoś mógłby tego nie zrobić. Szukamy licznych sposobów na to, co od wieków jest ludzką słabością: chcemy być ZAUWAŻENI. Chcemy być docenieni, pogłaskani po głowie.

I nie ważne ile mamy lat. Od czasów dzieciństwa nic się nie zmieniło. Mając kilka lat czekaliśmy aż mama nas pogłaszcze po głowie. To był prawdziwy laik. Teraz, będąc dorosłymi czekamy na tego samego laika. Wrzucamy zdjęcia, piszemy posty i czekamy. Kto nas doceni. Gdy uważamy, że zbyt mało osób nas zauważyło,  to szukamy sposobów na to by tą liczbę zwiększyć.

Każdy człowiek potrzebuje tylko jednego. Chce być zauważony. Nie ma w tym nic złego. Ale nie każdy człowiek zdaje sobie sprawę, że żeby być zauważony nie wystarczy tylko patrzeć w monitor i czekać na wzrastającą liczbę cyferek polubień. Trzeba się wysilić, napracować, żeby poczuć się usatysfakcjonowanym tym co się zrobiło. Wtedy to liczba followersów nie będzie dla nas odgrywała dużej roli. Nie będziemy szukali poklasku, nie będziemy sztucznie napędzać statystyk. Bo  będziemy skupieni na jak najlepszym wykonywaniu naszej pracy i dopiero na końcu będziemy oczekiwali jej docenienia.