Są wakacje, czas na relaks. Większość z Was wybiera się w podróż bliższą lub  dalsza.

Jedziemy samochodem, lecimy samolotem, podróżujemy pociągiem. Chcemy zwiedzić nieznane nam zakątki świata i poczuć się podróżnikami przez duże P nawet jak miejsce docelowe znajduję się parę godzin od naszego domu.

Jak już wybraliśmy destynację, spakowaliśmy walizkę to z niecierpliwością czekamy na upragniony wypoczynek.

Ale zaraz, zaraz, kupujemy jeszcze najdroższy, najlepszy, najbardziej kolorowy przewodnik. Bo przecież bez niego ani rusz. Tylko który wybrać i czy w ogóle on nam jest potrzebny? Dla mnie odpowiedz nie jest jednoznaczna.

Z jednej strony przewodnik ogranicza. Skupiamy się na miejscach, które on poleca i wytycza, idziemy z nosem w książce jak ślepy za psem. Odhaczamy zaliczone punkty licząc na to, że poza nimi nic więcej wartego do zobaczenia nie ma. Nie penetrujemy miejsca w którym jesteśmy. Nie pobudzamy swojej ciekawości.

Z drugiej strony potrafią (nie wszystkie) zarekomendować miejsca ważne, w pigułce opisując ich historię i funkcję. Powiedzieć gdzie bezpiecznie przenocować, czego unikać i tak dalej.

Przeczytałem sporo przewodników. Były w tym wydawnictwa Pascala,National Geographic,Wiedza i Życie, Berlitz, Baedeker. Większość z nich przyznam szczerze zanudzała.

Przekazywała wiedzę encyklopedyczną, którą można studiować na uczelni ale nie na wakacjach gdzie relaks jest ponad wszystko. Zawsze czytając je miałem wrażenie, że miejsce w którym w danym momencie się znajdowałem nie odzwierciedlało tego ci napisane było w przewodniku. Chowałem go więc w na samo dno walizki. Tak było dopóki nie wpadł mi na jednej z wypraw przewodnik Lonely Planet po Kostaryce. Z początku podszedłem do niego sceptycznie bo ma jedną podstawową wadę. Nie ma go w polskiej wersji językowej. Ale mając parę godzin wolnego czasu podczas lotu zagłębiłem się w jego treść po angielsku i o dziwo, mimo bariery językowej okazał się przystępny i mało tego, zawierał treści, których darmo było szukać w innych przewodnikach.

Wydawnictwo jak się później okazało precyzyjnie wskazywało: miejsca, które na przykład odwiedzają „lokalesi“, hotele, które są tanie, schludne i świetnie położone,atrakcje, których nie warto przeoczyć.

Skondensowana treść, prawie bez kolorowych zdjęć, z praktyczną wiedzą bez większej historycznej paplaniny, a za to z wieloma barwnymi regionalnymi opowieściami, których na próżno szukać gdzie indziej.

Lonely Planet nigdy nas nie zawiódł mimo, iż staraliśmy się nie opierać całego wyjazdu na jego wskazówkach. Traktowaliśmy go jak przyjaciela, z którym nie zawsze trzeba się zgadzać.

Lonely Planet od dziesiątek lat wyznacza trendy podróżnicze. Mówi co w danym roku warto zobaczyć, a czego unikać. Organizuje rozmaite rankingi typu najlepsze państwa do odwiedzenia w danym roku, bądź najlepsza dziesiątka miast w 2015 roku lub najlepsze miejsca, żeby powiedzieć „TAK“ i tak dalej.

Nie musimy się z tym zgadzać ale ktoś te trendy musi wyznaczać i moim zdaniem Lonely Planet bardzo dobrze się do tego nadaje.

2072843401_3e84c87f2b_b

Cel na następny rok 😉