Kochacie Włochy? My darzymy je miłością od dawna. Byliśmy tam masę razy i zawsze gdy się tam znajdziemy poznajemy ciągle nowe urzekające zakątki.

To była też nie pierwsza wizyta w Toskanii. Wcześniej zgłębialiśmy okolice Florencji, a teraz wzięliśmy na ruszt tę piękniejsza, południową część.

Tym razem niestety mieliśmy tylko cztery dni na zwiedzenie głównym punktów tego pięknego regionu. To bardzo mało choć gdy pierwszy raz spojrzałem na mapę i odległości pomiędzy zwiedzanymi punktami pomyślałem, że są one nieznacznie i na pewno da się je przemierzyć sprawnie.

Nic bardziej mylnego. Kręte drogi, położone często na wysokościach spowalniały i tak nasz super wolny wypożyczony samochód. Fiat Qubo z całymi swoimi 75 końmi mechanicznymi „dusił się“ na zakrętach, a pod górę sprawiał wrażenie umęczonego trzydziestoletniego „malucha“.

IMG_0619

Tak więc każda przejechana setka kilometrów rozciągała się w czasie niemiłosiernie. Dlatego warto mieć to na uwadze konstruując toskański plan. Chyba że ma się na to nieograniczony czas. Nasz wyglądał tak, że lądowaliśmy w Pisie w środę wieczorem, a w niedzielę około 15 musieliśmy być już na lotnisku w drodze powrotnej.

Dość sprawnie udało nam się wypożyczyć samochód w firmie Maggiore płacąc na cały ten okres około 350 zł za wspomnianą super maszynę, której tak naprawdę jedyną zaletą było to, że była prawie nowa. Podana cena dotyczy jedynie opcji ubezpieczenia z udziałem własnym. To znaczy, że w razie szkody ponosimy część odpowiedzialności. Wynosi ona rożnie, w zależności od rodzaju samochodu i firmy wynajmującej. Przeważnie są to kwoty z zakresu 1000-3000 Euro blokowane na naszej karcie kredytowej. Dlatego, żeby na czas wyjazdu się nie stresować o samochód, taki udział można sobie wykupić. Koszt w Maggiore wynosił 27 Euro za dzień i nasza odpowiedzialność wtedy ogranicza się jedynie do ewentualnego uszkodzenia kół samochodu. Resztą w razie jakiegoś wypadku już nie zostaniemy obciążeni.

Tak zmotoryzowani zaczęliśmy przejażdżkę po Pisie zaczynając oczywiście od krzywej wieży czyli miejsca skąd wszyscy przywożą jednakowe zdjęcia. Miejsca gdzie ludzie zachowują się tak, jakby ta wieża miała się za chwilę przewrócić. W związku z tym robią sweet focie w ilościach przemysłowych, z wysięgników, nie zważając przy tym na nic. Wyobraźcie sobie tłumy turystów stojących w tym samym miejscu i łapiących najlepsze ujęcie. Dziwny i smieszny widok. W tej zabawie przodują oczywiście Japończycy. Odniosłem wrażenie, że  oni świat oglądają tylko z wizjerów aparatów.

pisa

P1030654

Kolejnym punktem była Siena na którą polowaliśmy już od paru lat. Tym razem się udało i z ręka na sercu możemy ją polecić każdemu. Jest coś magicznego na Piazza Del Campo,  ale to już niestety trzeba odczuć osobiście.

siena

Długo nie mogliśmy tam zabawić bo czas nas gonił, a plan do do wykonania był mocno napięty. Tym razem na tapecie Montepulciano, które znaliśmy tylko z etykiet butelek od wina. Miasteczko te można uważać za perełkę Toskanii i ominąć go nie wolno.

Jeden z wielu zabytków napotkanych w Montepulciano ;)

Jeden z wielu zabytków napotkanych w Montepulciano 😉

Posadzka w kościele w Montepulciano

Posadzka w kościele w Montepulciano

Wąskie uliczki pnące się stromo w górę naprawdę robią wrażenie.  Chciałoby się tam spędzić więcej czasu ale dopadł nas zmrok i przyszła pora na kolację i znalezienie miejsca noclegowego. Hotel z widokiem na okolicę i rewelacyjna przydrożna knajpa z widokiem na Montepulciano dopieściła nas do końca.

monte

Hotelowy widok...

Hotelowy widok…

Następny dzień to wizyta w zamku Castello di Meleto gdzie planowaliśmy degustację wina, ale skwar na zewnątrz nieco nas zniechęcił. Zresztą wiedzieliśmy jakby się to skończyło. Ktoś musiał prowadzić samochód, a przyglądanie się na opijających winem innych turystów nie należy do przyjemności.

castello

Tak więc nie łechcąc podniebienia doceniliśmy tylko urok toskańskiego zamku i podążyliśmy w stronę „średniowiecznego manhattanu“ jakim jest miasto San Gimignano.

P1030789

Przydomek ten zawdzięcza wysokim wieżom, które wyjątkowo przyciągają uwagę. Ale nie tylko one sprawiały, że warto przejść się uliczkami miasta. Warto spróbować było tam lodów w lodziarni Dondoli, której właściciel był dwukrotnym mistrzem świata w ich robieniu.

dondoli

Ciekawostką było też spróbowanie trufli w jednym ze sklepów na głównej ulicy miasta.

trufle

Po tak klasycznym i intensywnym planie czas było chwilę odpocząć. Wybraliśmy ku temu kurort Viareggio, żeby chociaż przez moment złapać słońca i poleżeć na plaży. W tym miał nam pomóc hotel z widokiem na morze.

IMG_0664

Typowe nadmorskie,urokliwe miasto zniechęciło nas jednak ze jednego względu. Chcieliśmy spędzić pod parasolem jedynie parę godziny ale to wiązało się z opłatą 20 Euro. Najbliższa publiczna plaża miała długość może 50 metrów, a kłębiący się na niej czarnoskórzy sprzedawcy „zabijali“ nam przyjemność przebywania chociaż na takim skrawku piasku.

Postanowiliśmy więc opuścić na chwilę Toskanię i dosłownie tylko wpaść do Ligurii, żeby przejść się wzdłuż wybrzeża słynną Via dell’ amore w parku Cinque Terre.  Tam już pojechaliśmy pociągiem. Niestety ścieżka zakochanych była zamknięta ze względów bezpieczeństwa więc poprzestaliśmy na podziwianiu kolorowego miasteczka Riomaggiore zbudowanego na skałach.

amore

P1030847

P1030846

Współczesna turystyka w Riomaggiore

W planach była jeszcze podróż do Portofino, miasteczka-portu dla bogaczy ale tak napięty grafik nie pozwolił nam na dostanie się do tego kurortu. Dlatego  musieliśmy się obejść smakiem trochę mniej ekskluzywnym Portovenere, przez które tylko przejechaliśmy podziwiając je z okna samochodu. Było bowiem tak zatłoczone, że nie mieliśmy nawet pół miejsca na zaparkowanie auta.

P1030864

Jak ślub to tylko w Portovenere 😉

Ostatni dzień spędziliśmy więc w Pizie na prawdziwej włoskiej mszy w średniowiecznym kościele, piciu wina i spacerze po nieznanych nam jeszcze zakątkach.

W cztery dni daliśmy radę zobaczyć główne szlaki Toskanii i nie wyzionęliśmy ducha goniąc z miejsca na miejsce.

Sporo zakątków minęliśmy bez odwiedzenia ale czas gonił i był nieubłagany. Ale jednego nie możemy powiedzieć, że się Toskanią nie upoiliśmy. Wręcz przeciwnie.

IMG_0570

Pożegnalna rzeźba na lotnisku w Pisie

Pożegnalna rzeźba na lotnisku w Pisie