Dziesiąty czerwiec 2014 roku…

– może pojedziemy na mazury?- liczę w duchu, skrycie, pod sercem, że się zgodzi, że zapomni na chwilę…

– oooo nnniiiiieeee, przecież wiesz co jest w sobotę- rzuca zirytowany

– nie, nie wiem, po prostu będzie ładna pogoda, po co siedzieć w warszawie- walę głupa na całego, ale co tam im więcej przekażę argumentów tym większe szanse, że się skusi

– mundial jest, trąbię o tym od roku- widać że powoli puszczają mu i tak napiętę nerwy:)

– mundial, aaaa, ok. no tak rzeczywiście pamiętam, że rok temu coś wspominałeś

mundial

 

Poddaję się, nie ma co walczyć bo jak to się mówi „choćby skały srały” nigdzie nie pojedzie.

Co tu robić kiedy wszyscy przez 3 h dziennie (z dogrywkami, karnymi wychodzi nawet ponad 4) będą siedzieć na chacie i się lampić jak iluś tam chłopa próbuje walnąć piłką do bramki. Ale może w tym czasie, na spokojnie posprzątam, poprasuję, poczytam książkę, popiszę. w sumie to fajnie bo będę miała trochę czasu dla siebie.

Rozpoczynamy mundial o ile mecz o 18 to dla mnie żadne wyzwanie bo coś tam dziergam na chacie o tyle 22 to już wielki PROBLEM.

Leżymy w łóżku, ja próbuję zasnąć. On, wierci się, kręci, prostuje, siada, wzducha, krzyczy, bluźni. No nie dam rady zasnać.

– Idz do dużego pokoju bo spać nie mogę przez ciebie

– nie pójdę, bo tam nie ma HD.

– super.

P1020128

Próbuję zasnąć ale nic z tego nie wychodzi, kręcę się, wiercę, zaglądama na insta, spoglądam na mecz, dopytuje wreszcie kto z kim gra.

Wciąga mnie.

Chata tonie w kurzu

Naczynia się piętrzą w zlewie.

P1020123

Pranie, czeka prasowanie.

P1020111

A ja o 18 i 22 po niecałym tygodniu walki się poddałam i siedzę i lampie się na tych iluś tam facetów biegających za piłką.

I dziwię się że niby tyle biegają a tak mało kilosów robią. hmm tyle co ja 🙂

10500282_582812528503546_6075272097758281317_n

635376671024260000