A szkoda bo poszedłem na nią z sentymentu do „American Pie“ i podobnych produkcji.

Szkolne opowiastki gdzie nastolatki zmagają się ciągle z tymi samymi, głównie seksualnymi problemami mogłoby stanowić dla mnie lekkie wieczorne odmóżdżenie. Niestety tak się nie stało. Duff (skrót od Designated Ugly Fat Friend. W Polsce nie wiadomo czemu przetłumaczona na „#tabrzydkaigruba“) to trochę nowocześniejsza i bardziej wygładzona wersja swoich poprzedniczek – komedii bzdurnych, że aż zabawnych.

noname

Schemat fabuły generalnie ten sam ale niezbyt przejaskrawiony i przesadny jakby się mogło spodziewać. Czekałem na brzydką, nielubianą dziewczynę z której wyrasta piękny motyl, wygrywający konkurs piękności na balu maturalnym. Tańczy z najprzystojniejszym chłopakiem w szkole, który oczywiście gra w drużynie bejsbolowej. Wszystko prawie by się zgadzało ale…

Bianka,główna bohaterka ma dwie piękne przyjaciółki, jest bystra, nikt w szkole jej nie odrzuca dopóki się nie dowiaduje, że należy do grupy osób określanej jako DUFF czyli ta brzydka i gruba. Bo ponoć wszystkie ślicznotki i przystojniacy potrzebują w swoim kręgu kogoś takiego, żeby na jego tle wypadać lepiej.

Dodatkowo taka Duff stanowi idealny punkt zaczepienia przez który do tych pięknych można łatwo dotrzeć. Karkołomne? Pewnie tak choć twórca scenariusza wiedział co robi bowiem wiele niedowartościowanych nastolatek z taką Bianką łatwo się utożsami i zapewne pogłębi swoje kompleksy. Już widzę te znaki zapytania: a może ja też taka jestem?

Ale Hollywood nie pozwoli na dołowanie młodzieży. Musi rozczulić, pogłaskać po główce i powiedzieć że wszystko się ułoży.

Dlatego Bianka robi wszystko, żeby przekonać koleżanki i kolegów, że nie jest taka beznadziejna, i że z urodą u niej nie jest tak źle. Początki tej próby to fiasko.

Dziewczyna zalicza youtubowe wpadki bo w dobie wszędobylskiego internetu nic się nie może ukryć bo każdy dzieciak lata teraz z kamerą i nagrywa co się da. Po czym bezrozumnie wrzuca do sieci. Nie rozmawia tylko esemesuje, udostępnia i lajkuje. Na tym kończy się jego kontakt z rzeczywistością.

Nie mieliśmy tego w American Pie i innych podobnych komediach. Czasy się zmieniły więc i komedie muszą zawierać świat serwisów społecznościowych.

Bianka błyskawicznie schodzi na samo dno sieciowego upokorzenia. Choć te dno ogląda się przez różowe okulary. Bo w „american dream” nie może być inaczej.

Brak tu typowych dla takich komedii głupawych gagów z pomysłami wziętymi z najgłębszych zakamarków ludzkiej głupoty. A i dialogi nie straszą durną prostotą. Na szczęście też główna bohaterka mająca być tą nieurodziwą i grubą nie jest hollywoodzką pięknością zmienioną przez sztab makijażystów i innych gości od efektów specjalnych na potrzeby filmu w brzydulę  .

Bianka to zwykła dziewczyna, która na końcu filmu nie przeobraża się nagle w cudownego motyla. Zakłada jedynie świetną kieckę, która leży na niej tak, że na balu ten jedyny zawiesza na niej oko.

ocena