Brać ślub czy go nie brać? To zwykły papier? A może umowa kupna-sprzedaży? Czym ten ślub jest dla nas?

Tak wiem, dla niektórych ślub to biała sukienka i weselicho na dwieście osób. Prawdę mówiąc Ci niektórzy to praktycznie wszyscy, sama się do tego grona zaliczałam i wiem co tego dnia miało liczyć się najbardziej. Goście, my i udana impreza do białego rana.

Dla innych to jedynie papier i spełnienie oczekiwań najbliższej rodziny.

Jeśli dla kogoś ślub to papier to zdecydowanie brać go nie powinien. Jestem radykalna w tym względzie, bo ciemna masa, dla której ślub to papier, ciemną masą pozostanie.

Zresztą sama częścią tej ciemnej masy byłam. Ale, że wychowana jestem w duchu wiary szybko blask zaświecił nad kamiennym łbem.

Po moim ślubie owszem pozostały fotografie i ślubna obrączka ale pozostał też mąż i przymierze, które jest trudne do zerwania.

I to właśnie, to przymierze jestem najważniejszym argumentem dla którego warto.

Ksiądz „powagą Kościoła katolickiego” głównie „potwierdza i błogosławi”. To Ty podejmujesz decyzję, obiecujesz Bogu i chcesz jego pomocy kiedy będzie źle. Ksiądz jest jedynie świadkiem Twej obietnicy. Od razu zatem obalam tych co mówią, że oni jakiemuś facetowi w sukience nie będą nic obiecywać. Nie jemu to obiecujesz.

Życie w małżeństwie w niczym nie przypomina tego z polskich czy zagranicznych seriali. W dzisiejszych czasach ludzie na potęgę chcą dotknąć wszelkich wyzwań i przez pokonywanie własnych zahamowań tracą wszelkie świętości. Zaczynają ufać i wierzyć jedynie we własne siły, wydaje im się, że wszystko zależy tylko od nich.

Ciągły pęd, udowadnianie sobie, przyjaciołom i ściganie się z własnym partnerem pozbawia ich przeżywania normalnego życia w rodzinie. Łatwiej jest skończyć i zacząć nową relację niż podjąć się naprawy. Dziurawych skarpet w tych czasach nikt już przecież nie reperuje.

Co to ma do naszego małżeństwa? A to, że jeśli świadomie uczestniczysz w sakramencie i wiesz co Cię przed ten ołtarz zaprowadziło to też masz świadomość złożonego przyrzeczenia. Wiesz, że osoba z którą się związałeś /-aś dużo dla Ciebie znaczy i to właśnie z nią chcesz przejść przez życie. Z nią chcesz chłonąć świat, spełniać marzenia, a w sytuacjach kiedy będzie źle wiesz, że jest o co walczyć.

Wiara w małżeństwo uczy postawy wobec drugiej osoby. To tak jak idziesz do szkoły kiedy zaczynasz się uczyć czytać i pisać. Może tego nie lubisz ale w pewnym momencie okazuje się, że to szkielet na którym zbudowana jest nauka i cały świat. A podczas zawarcia związku małżeńskiego budujesz ten szkielet i jak go rozwiniesz zależy od tego jak bardzo wierzysz, że ta inwestycja może kiedyś zaprocentować.

Jeśli Twoja obietnica skończy się na tym sakramencie małżeństwa i nigdy więcej nie pojawisz się w Kościele to nie licz na współpracę z Bogiem. Jeśli chcesz żeby on był niewidzialny dla Ciebie to Ty staniesz się niewidzialny dla niego.

Kiedy inni wybierają „lepszą” i szybszą drogę, chrześcijańskie małżeństwo próbuje wspólnie pokonać kryzys. Łatwiej wybacza się komuś kto przysięgał przed Bogiem aniżeli partnerowi, którego nigdy w życiu na takie przyrzeczenie nie będzie stać.

Życie bez ślubu (zakładając, że jesteś chrześcijaninem) może być dla kobiety informacją, że partner z którym żyje nie jest pewien swoich uczuć lub zostawia sobie otwartą furtkę. Podobnie jest z kobietami, które chcą mieć drogę ewakuacyjną w momencie gdy ich partner nie spełni wszystkich zachcianek. Nie wierzę, że taki związek może przetrwać. Ślubu nie biorą Ci co się boją lub Ci co mają inną wiarę bo to akurat szanuję i akceptuję.

Czy warto więc brać ślub kościelny? Bezsprzecznie warto! Ale z właściwych pobudek i z dobrym przygotowaniem. Nie na siłę i za wszelką cenę, nie (tylko) dlatego, że np. czas nagli, bo „dziecko w drodze”. To ma być decyzja Twoja i Twojego partnera.

14904999298_d391e91de7_h