Jakie motywacje kierują ludźmi, którzy pragną za wszelką cenę zdobywać najwyższe szczyty? Bez względu na jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Bez względu na dobro rodziny. Bez względu na ryzyko utraty życia współtowarzyszy.

Jedni mówią, że po to Bóg stworzył tak wysokie góry jak Himalaje, żeby człowiek mógł je zdobyć. Wejść na szczyt, spojrzeć z góry na to co on stworzył. Bo tylko wtedy zrozumie po co znalazł się na tym świecie.

Inni jak na przykład jeden z bohaterów  filmu „Everest” mówi, że chce zdobyć ten szczyt bo po prostu może.

I faktycznie od wielu lat najwyższy szczyt na świecie Mount Everest może zdobyć każdy kto ma pełen portfel, odpowiednie wyszkolenie i siłę fizyczną. Połowa lat dziewięćdziesiątych to bowiem początek boom-u na komercyjne ekspedycje wysokogórskie. Trudno to sobie wyobrazić, ale korki na wąskich przełęczach na kilku tysiącach metrów to nierzadki widok.

Wszystko to oglądamy w opartym na faktach „Evereście” Baltasara Kormakura. Jego twórcy opowiadają w nim tragiczną w skutkach historię jednej z takich wypraw.

Z początku wszystko idzie dobrze, pogoda sprzyja, sprzęt działa należycie jednak siły natury są bezlitosne i nieprzewidywalne podobnie jak ludzka natura i jej nieposkromiona ambicja. Dla jednych cel zostaje osiągnięty i z dumą powracają do domu. Innym widok z najwyższego szczytu na świecie pozostał w sferach marzeń. Byli też tacy dla których postawienie nogi na „Dachu Świata” było ostatnim wyczynem życia.

Potężna burza śnieżna staje na drodze członkom wyprawy i jak mówi jeden z bohaterów to do góry należy ostanie słowo. Tak też jest w tym wypadku. Na nic bowiem prognozy pogody. Najwyższa góra na świecie zawsze ma swoją własną nieprzewidywalną pogodę.

Reżyser losy bohaterów ujął w sposób bardzo surowy chcąc zapewne przystosować widza do panującego klimatu. Robi to jednak bardzo sukcesywnie, podobnie jak to mam miejsce podczas aklimatyzacji na wysokich partiach gór, żeby organizm nie dostał wstrząsu. Tak też traktuje widza.

Na początku poznajemy zdawkowo historię głównych postaci. Krótkie, bezpretensjonalne dialogi szykują nas na przygodę jak wiele innych. Jednak to się zmienia gdy „pokonujemy” kolejne górskie ściany. Zaczyna się prawdziwa walka, konkretne dialogi. Pojawia się zdecydowany obraz bohaterów. Dramatyzm staje się faktem, a nam robi się zimno i brakuje powietrza. Kamera wolno przebiega po kolejnych zdobywanych metrach górskiej tułaczki jakby chciała nas oglądających tam zatrzymać. Widz zaczyna rozumieć, że nie każdy powróci zwycięsko z rywalizacji góra-człowiek.

1280x720--nj

Łzy czekających na mężów żon wzruszają. Cała historia bezwzględnie porusza i jest pełna dramatyzmu ale myślę, że opowiedzenie tylko smutnej historii nie jest prawdziwym celem reżysera. Celem jego jest bowiem ukazanie nierównej walki pomiędzy przyrodą, a pełnym werwy, ambicji i nieodpartej chęci przekraczania granic człowiekiem. I to udało się znakomicie i to tak naprawdę może „zamrozić” każdego oglądającego ten film. Zwłaszcza gdy twórcy nie przesycają obrazu efektami specjalnymi.

Dla tych, którzy znajdą dwie godziny na wzięcie udziału w tej filmowej wyprawie mam jedną radę. Ubierzcie się ciepło, oddychajcie głęboko bo wierzcie mi, że zabraknie Wam tlenu.

5