Ponoć prawdziwe dawanie jest wtedy kiedy ofiarujesz potrzebującemu ostatnią koszulę. Nie wtedy kiedy Ci zbywa i kiedy dajesz promil ze swoich ogromnych zarobków.

Do napisania tego tekstu sprowokował mnie wywiad z Szymonem Hołownią.

Szymon w nim był bardzo wzburzony na osoby, które są przeciwko nieprzyjmowaniu uchodźców masowo uciekających z Afryki i szukających schronienia w Unii Europejskiej. Miedzy innymi w Polsce.

Z jednej strony myślę sobie. Polska to jeszcze nie potęga ekonomiczna, kraj na dorobku gdzie wielu ludziom bieda zagląda przez okno zagrzybionego domu. Z drugiej strony Polska to kraj gdzie ludzie jedzenie wyrzucają masowo do śmietnika. Na ulicach jest kolorowo, młodzież myśli kategoriami konsumpcjonizmu. Większość z nich mimo, że bez większych perspektyw na przyszłość i bez wypchanego portfela żyje tak jakby mieli wszystko. Taki dobrobyt na pokaz w myśl hasła:“ rozpieszczajmy swoje potrzeby by żyło się lepiej“.

W związku z tym czy możemy pomagać komuś gdy sami nic nie mamy? Bądź nie mamy wystarczająco dużo żeby komuś pomagać?

„Największy problem jest z tymi, którzy już troszkę mają, ale dobija ich frustracja, że mogliby mieć dużo więcej. Ta frustracja może też powodować to, co od jakiegoś czasu obserwujemy przy okazji debaty nad przyjęciem do Polski grupy uchodźców z Syrii” – SZYMON HOŁOWNIA

Wiele razy złapałem się na tym, że przechodząc koło żebrzącej osoby na ulicy zastanawiałem się czy wrzucić jej parę groszy do kubeczka.

Jakie były moje pierwsze myśli? Czy to pijak, narkoman, a może cyganka, której gro tego co dostanie zabiera bezlitosna mafia bułgarska.

Druga myśl: nie mam drobnych.

Trzecia: nie dam bo mam ostatnie 10 zł w kieszeni, a to za dużo jak na takiego ćpuna. W takim przypadku lepiej nic nie dawać niż mieć galopadę myśli jakim to niezwykłym darczyńcą się mogę stać.

Złotówkę lub dwie łatwo dać bo nam zbywa. Ale spróbujcie dać starej niedołężnej babci tak pięćdziesiąt lub sto złotych. Lub oddajcie na jakiś wybrany cel np. hospicjum dla nieuleczalnie chorych dzieci 10-20% swoich zarobków miesięcznie.

Mówię to nie tylko do osób, które zarabiają dużo, ale również do tych którzy ledwo wiążą koniec z końcem.

Ci drudzy powiedzą pewnie, że chyba pozamieniałem się z nienormalnym na rozumy. Jak mogę dać kiedy sam nic nie mam? Uwierzcie, że można i takich ludzi jest wielu.

„Najchętniej dają ci, którzy sami mają mało. Przysłowiowa uboga wdowa, której nie stać na prywatnego lekarza i spędza pół roku czekając na tego z NFZ-u, nigdy nie odmówiła nam wsparcia” – SZYMON HOŁOWNIA

Ale ja nie znam ich wielkiej tajemnicy jak doszli do tego poziomu dobroczynności. Pewnie ofiarowując coś, widzą w drugiej osobie tylko człowieka i aż człowieka.

3628028292_1dc3effa00_o

Ja mam tylko jedną radę, którą staram się stosować wspomagając kogoś, choć różnie mi to wychodzi.

Jak chcesz komuś coś dać nie zastanawiaj się co ta osoba zrobi z tymi pieniędzmi. Nie doradzaj na co ma je wydać. Nie oczekuj wdzięczności. Nie oczekuj nic w zamian. Po prostu NIE MYŚL. DAJ.

Bo jedną z granic człowieczeństwa jest wsparcie dla drugiego człowieka i bezinteresowność. Po przekroczeniu jej nic już nie będzie takie same.

Zresztą jestem zdania, że pomaganie daje więcej temu, który daje niż temu który tą pomoc uzyskuje.