Od tych książek wszystko się zaczęło, a w zasadzie od Beaty Pawlikowskiej. Jej każda książka podróżnicza to wspaniała wyprawa, także dla czytelnika. To właśnie po ich przeczytaniu zaczęłam szaleć z miłości do podróży. To po ich przeczytaniu przestałam wyjeżdżać na wakacje z biurem podróży. To po ich przeczytaniu chciałam wszystko rzucić, żeby móc realizować swoje marzenia.

Dziś są stałą pozycją w moim życiu, prawie każdego miesiąca „połykam” jakąś podróżniczą książkę. I to nie jest tak, że czytam tylko to co chcę zwiedzić. nie! Czytam wszystko to co wpadnie mi w ręce.

1. MOTYWUJĄ

 

Dla mnie to jak wizyta u dobrego psychoterapeuty. Kiedy zatapiam się w lekturę to po pierwsze czuję jakbym właśnie tam była, a po drugie dostaję potężnego kopa żeby zrealizować marzenia.

Nic tak bardzo jak przeczytanie książki Martyny Wojciechowskiej „Przesunąć horyzont” nie uświadomiło mi co to są marzenia i jaka jest droga do tego by je spełnić. Wcale nie łatwa, ale możliwa i do tego daje kopa.

P1040338

A Wojtek Cejrowski sprzedając lodówkę, żeby kupić bilet spełnił swoje marzenie. Do tego jeszcze po drodze zarabiał, zwiedzał, nawiązywał przyjaźnie.

Po przeczytaniu kilku takich książek chce ci się wstać z kanapy, spakować plecak i ruszyć w drogę, choćby pociągiem do Krakowa.

2. UCZĄ

 

Nie mówię tu o geografii, chociaż ja akurat tego się uczę. Jestem noga z tej dziedziny. Całą podstawówkę męczyłam się z moją nauczycielką, która nie rozbudziła we mnie pokładów uśpionych gdzieś głęboko, głęboko po ziemią. Liceum to kolejna katastrofa i kolejna nauczycielka bez powołania. „Gełda” to była moja pięta achillesowa, dlatego do dziś dnia odrabiam zaległe lekcje.

Ale książki podróżnicze uczą życia, szacunku do ludzi, kultur, pokory, a przede wszystkim rozbudzają uśpioną intuicję.

Pokazują, że w podróży niewiele od ciebie zależy, że przypadkowe sytuacje i komplikacje często okazują się być zbawienne. W podróży ludzie uczą się siebie, pokonują własny strach i lęk przed schematami, w których zostali wychowani.

To właśnie Beata Pawlikowska w swoich książkach błądzi, spotyka dziwnych ludzi, ale potem te przypadkowe sytuacje układają się w całość i okazują się drogowskazem w jej często samotnej podróży. Wszyscy autorzy nawet Martyna, która mierzy się z Everestem mówią jednym głosem, że w podróży najważniejsze nie jest dotarcie do celu ale sama droga.

Być może właśnie dzięki temu, że tyle dowiedzieli się o sobie samych, ich książki po prostu się połyka płynąc razem z nimi gdzieś pomiędzy Amazonką, a Syberią.

3. WZBUDZAJĄ ZAZDROŚĆ

 

Zazdroszczę im każdą częścią mojego ciała. Kiedy zaczynam czytać to mój żołądek wykonuje skurcz i rozpoczyna motyli taniec (każda dziewczyna wie o czym mówię). A ja dzięki temu zabiegowi wykonywanemu przez mój organizm wiem jak wielką miłością są podróże.

Nie potrafię nie zazdrościć. I chociaż wiem, że to złe uczucie ale to ono zmotywowało mnie nie jeden raz, żeby nalać z pustego i wyruszyć w podróż. Można? Jeśli tylko chcesz, możesz wszystko.

4. MĄCĄ W GŁOWIE

 

Mącą tak, że mam ochotę walnąć moje dotychczasowe życie, upłynnić wszystko co mnie otacza i wyjechać w świat. Uczyć się od ludzi, dotykać kultur, wstawać o czwartej nad ranem, żeby zdążyć przed tłumem turystów.

Po przeczytaniu tych książek pragnę tego tak, że potrafię męczyć mojego M całymi dniami. Ale on zwykle sprowadza mnie na ziemię. A ja wtedy zamiast książki podróżniczej sięgam po kryminał. Żeby wrócić na swoje miejsce.

———————————————————————————————————

Nie udało mi się dotychczas trafić złej pozycji podróżniczej. Może mam farta, a może po prostu ci ludzie mają pasję, którą się dzielą w uzależniający sposób? Czytając często kręci mi się łza w oku, mam gęsią skórę, ale także śmieję się i podziwiam odwagę, że ci ludzie mają mniej niż wszyscy których znam, a stać ich na spakowanie plecaka i ruszenie w świat.