Kraków lata sześćdziesiąte. Szarość, nicość, głęboka komuna. Wręcz wymarzona sceneria do filmu o seryjnym mordercy.

„Czerwony Pająk“ Marcina Koszałki do fikcyjna opowieść o naturze zbrodni oparta o historie między innymi jednego z najmłodszych seryjnych morderców na świecie zwanego „Wampirem z Krakowa“.

Głównym bohaterem jest Karol, zwykły nastolatek, który przez przypadek staje się świadkiem morderstwa. Jednak chłopak nie wzywa Milicji, nie wszczyna alarmu tylko śledzi mordercę. Niestety nie po to, żeby ułatwić jego schwytanie. Karol chce się do niego zbliżyć bo odnajduje w swoim wnętrzu coś o czym prawdopodobnie nie miał pojęcia: fascynację pierwotnym złem, czymś perwersyjnym, czymś co pcha go do najgorszego.

Od razu zaznaczę, że „Czerwony pająk“ nie jest hollywoodzką opowieścią o seryjnych mordercach. Nie odnajdziemy w nim maniakalnych szczegółów mordu, wyrazistych, przerażających postaci w stylu Hannibala Lectera ani scen w których zmuszeni jesteśmy co chwila odwracać głowę.

Nasz nastolatek to wymuskany, ułożony chłopie, który nie ma na twarzy wypisanej morderczej fascynacji.

Seryjny morderca w rolę którego wcielił się Adam Woronowicz to z kolei weterynarz kochający zwierzęta, któremu śmiało można by powierzyć pod opiekę cały swój dobytek.

71ca43cf9a577b0e2a8d3b2c1c2cd07e

Po prostu zwyczajny, szary świat nieodbiegających od norm ale mający swoją okrutną tajemnicę. I taki też jest na pozór cały film. Wolny, bez szczególnych barw czy psychologicznych rozgrywek. Nie dotkniemy tutaj duszy tych potworów. Nie zobaczymy drastycznych scen z wyjątkiem jednej brutalnej sceny z młotkiem. Nie będzie eskalacji krwi czy namiętności zabijania w każdym wycinku filmu. I to mogłoby być intrygujące w tym obrazie i stać się dobrym sposobem na opowiedzenie takiej historii w sposób świeży, inny, bardziej nowatorski. Ale moim zdaniem nie jest.

Ja nie widziałem w żadnej formie tej strasznej fascynacji młodego człowieka seryjnym bezwzględnym mordercą. Ani na moment mnie ona nie zmroziła. Brakowało mi namiętnych bądź beznamiętnych opowieści mordercy o jego dokonaniach. Nie widziałem w nim mentora czy nauczyciela zbrodni. Cała ich znajomość odbywa się jakby bez słów. Tak jakby porozumiewali się telepatycznie.

Może dlatego, że podobnież seryjni mordercy rodzą się w ciszy. Tak więc może zamiarem reżysera tak miało być, a może zło w takim bohaterze jest wyjątkowo głęboko ukryte, że twórcy filmu nie byli w stanie wyciągnąć go na wierzch.

 3