Nie wiedząc czemu „Nie ma mowy” jest reklamowany jako komedia romantyczna.  Być może to tylko zabieg marketingowy bo wiadomo, na amerykańską komedię tego typu ustawią się kolejki do kin. Zwłaszcza, że w głównych rolach mamy Jasona Sudeikisa i uroczą Rebeccę Hall. Niestety, a może stety mamy tu do czynienia z czymś więcej niż zabawnym romansidłem gdzie wszystko zaczyna i kończy się ckliwie i niewiarygodnie. Owszem jest komediowo, jest romantycznie ale opowiedziana historia idzie bardziej w kierunku obyczajowym, gdzie przeżycia bohaterów są głębsze, a jej słodko-gorzki klimat utwierdza nas w tym przez prawie cały seans.

Główna bohaterka to Hannah, młoda wdowa, której mąż, muzyk folkowy zginał tragicznie w górach pozostawiając po sobie niewielką, acz znakomitą spuściznę. Jego jedyna płyta osiągnęła sukces,  a on stał się kultowym wykonawcą do tego stopnia, że jego grób regularnie odwiedzają rzesze fanów.

Hannah zaszyta w niewielkiej miejscowości, w domu w górach nie potrafi pogodzić się ze stratą i cały czas żyje życiem męża. Próbuje napisać jego biografię ale nic jej z tego nie wychodzi. Rany są zbyt świeże.

Pewnego dnia jej świat zakłóca nowojorski pisarz Andrew, który pojawia się w miasteczku. Zbierając materiały do książki o zmarłym muzyku nachodzi wdowę. Chce za wszelką cenę dowiedzieć się o nim z pierwszej ręki.

Kobieta odprawia go z kwitkiem, jednak po pewnym czasie razem postanawiają napisać biografię.

Dalszego ciągu możemy się domyśleć. Para zbliża się do siebie, jednak zapewniam że nie mamy tu do czynienia z wybuchającym romansem, ani miłością, która wyrasta jak Filip z konopi. Relacja budzi się niepostrzeżenie. Z początku jest surowa jak otaczająca przyroda. Rozmowy między nimi są zdystansowane ale jednocześnie zabawne. Na pierwszy rzut oka wszystko ich dzieli. Powoli jednak ich życiowe historie zaczynają odnajdywać wspólne mianowniki. Ona twarda dziewczyna nie daje się zdominować pewnemu siebie pisarzowi. On z początku zachowuje się jak zimny poszukiwacz sensacji ale potem zamienia się w kogoś więcej.

0005RS6CWITLISH0-C122

Wszystkiemu towarzyszy wzruszająca muzyka (Damien Jurado) zmarłego męża. Jego przejmujący głos to niewątpliwie ogromny atut filmu. To ona tworzy klimat, z którym z przyjemnością przechodzimy do kolejnych scen.

Mimo iż „Nie ma mowy” nie jest komedią romantyczną, to fani tego gatunku nie będą zawiedzeni. Film ten stanowi znakomitą odskocznię od masy śmieciowych komedyjek, którymi kino amerykańskie regularnie nas szprycuje. Tu komediowy romantyzm również występuje ale ma swoje uzasadnienie bez zbędnego nadęcia i przegięcia.

4