Jakby ktoś mnie prosił o zrecenzowanie tylko w jednym zdaniu kolejnej części Mad Maxa: Na drodze gniewu mógłbym to zrobić cytując kultowe zdanie Siary z Kilera:

MAJĄ ROZMACH SKURWYSYNY

Te słowa cisnęły mi się już praktycznie po kilkunastu minutach. Energia z jaką zostałem wrzucony w postapokaliptyczną pustynię może imponować. Twórca nie szczędząc czasu od razu przechodzi do rzeczy i daje to co w Maxie najlepsze. Świetne pościgi,w genialnej scenografii z rekwizytami przechodzącymi moje wyobrażenie. Ten film to teoretycznie jeden wielki pościg ale tak wciągający, że fabuła schodzi tu na plan pierwszy. Zresztą nie jest ona mocną stroną kolejnej serii Mad Maxa. Bo i w sumie nie jest potrzebna. Można ją streścić w trzech zdaniach.

Nasz szalony Max dostaje się do niewoli odrażającego władcy Immortana Joe, który rządzi armią trudnych do opisania,półżywych,wynaturzonych typów racjonując każdemu bezcenną wodę. Przeciwko takiemu stanowi rzeczy buntuje się Imperatorka Furiosa, która porywa mu jego nałożnice i ucieka z nimi w bezkres pustyni. Oczywiście we wszystko to wplątuje się Max stając się wespół z Furiosą śmiertelnym duetem.

W poprzednich, pamiętnych częściach Mad Maxa ton wszystkiemu nadawał odtwórca głównej roli Mel Gibson a reżyser dawał wtedy widzowi czas na aklimatyzację z tym surowym bohaterem. Zbliżał go do niego. Wzbudzał sympatię.

Tutaj tego nie mamy. Tu grającego przez Toma Hardego Maxa w taki sposób nie poznajemy. Max praktycznie nic nie mówi. Pewnie w ferworze walki nie ma na to czasu ale przez to gubi się jego wyjątkowość.

Dla „nieoświeconych“ którym nie dane było zobaczyć wszystkich serii, Max może okazać się bezimiennym twardzielem znikąd, który jest tylko dodatkiem do Furiosy, prawdziwej wojowniczki.

Mimo tego więc, że ogląda się to świetnie brakuje mi tu faceta, prawdziwego Mad Maxa z czasów mojej młodości. Ta rolę przejmuje Furiosa, która z pozoru delikatna, przejęta i niepewna skraca życie niejednemu twardzielowi. Prowadząc ogromną, świetnie skonstruowaną ciężarówkę przekracza próg zarezerwowany tylko dla męskiej populacji. Próg za którym jest krew,walka,pot i śmierć. Daje przy tym wyraźny znak, że nie ma dla niej barier nie do pokonania i nie przejmuje się tym że za chwilę może zginąć.

Nie burzy to oczywiście całego obrazu filmu bo on jest kompletny i zrobiony z prawdziwym rozmachem. Udziwnione pojazdy gdzie każdy z nich ma się wrażenie jest dopieszczony po ostatnią śrubkę to kwintesencja tego  gatunku. Muzyka wibrująca w takt ryczących rur wydechowych to mocna strona tej futurystycznej wizji a blask chromu to nuta przewodnia.

Aż chciałoby się spytać skąd twórcy czerpią takie pomysły bądź co za towar zażywają, że po nim moga tworzyć takie cuda. Z chęcią zażyłbym taki specyfik i podążył madmaxową pustynią z Cherlize Theron przy boku.