Mówi się, że nie wszystko co przytrafia się nam nie dobrego jest dziełem przypadku, zbioru nieszczęśliwych splotów wydarzeń bądź pecha . Mówi się bowiem, że nieszczęścia czasami mogą nas czegoś nauczyć lub paradoksalnie dzieją się dla naszego dobra.

Zdarza się, że ludzie, którym rozmaite przykre życiowe momenty splatają się w długi łańcuch doszukują się w nich jakiś pozytywów.

Czy nieszczęścia rzeczywiście mają nas czegoś nauczyć? Czy jeśli przytrafia się nam coś złego można znaleźć w tych wydarzeniach jakieś dobre strony?

Gdy przyglądamy się z boku takim nieszczęściom zwykle staramy się pocieszać taką osobę. Ja nigdy nie ośmieliłabym się powiedzieć, że na przykład choroba jest czymś dobrym jednak tego typu cierpienia są na pewno tajemnicą, która przerasta człowieka.

Jakiś czas temu moja przyjaciółka wróciła z nart łamiąc sobie rękę w bardzo niefortunny sposób. Dłonie to jej szczególne narzędzie pracy w związku z tym te nieszczęście miało dodatkowy wymiar. Kilka miesięcy wcześniej spotkał ją rodzinny dramat a w międzyczasie doszło jeszcze kilka innych trudnych momentów życiowych. W takich chwilach człowiek zastanawia się czy taką osobę może spotkać coś jeszcze gorszego? Czy wyczerpała ona już limit niepowodzeń. A jednak. Siedziałyśmy więc i zastanawiałyśmy się dlaczego tak się dzieje. Po co to się dzieje? Czy mało dźwiga problemów na barkach, że życie jeszcze dodatkowo postanawia ją dociążyć? Nie potrafiłam ani znaleźć słów pocieszenia ani doszukać się w tym jakiejś logiki. Kiedy tylko próbowałam ją pocieszyć to czułam, że słowa stają mi w gardle. Wszystko co przychodziło mi do głowy było zbyt płytkie by móc odnaleźć znaczenie tego wypadku.

Nie dawało mi to jednak spokoju. Jestem zwykle głęboko przekonana, że wszystko co się dzieje ma jakieś znaczenie i nie pozostaje w próżni. Jestem wyczulona i bardzo zwracam uwagę na różne tego typu sygnały. Ale nic nie układało mi się w całość.

Kilka dni później przyszło oświecenie. Koleżanki mama złamała rękę. Siedziałyśmy i gadałyśmy o tym, że ona nie może wysiedzieć teraz w domu, że jest pracoholiczką itd. Następnego dnia dostałam moje rozwiązanie. Koleżanka podesłała mi taki tekst:

„Dwa anioły, kobieta biegnąca do pracy, strome schody…

– Popchnij ją, popchnij!

– Ale schody strome, zabije się!

– Przytrzymam! Ubezpieczam! Tylko nogę złamie – pchaj, mówię!

– Głupi jesteś??? Przecież musi do pracy zdążyć, trzy dni z rzędu się spóźniała!

– Owszem a teraz jeszcze posiedzi dwa miesiące na zwolnieniu, a potem ją wyrzucą.

– Tak nie wolno! Co ona bez pracy zrobi? Pensję ma dobrą!

– Pchaj, mówię, potem ci wytłumaczę, pchaj!

……

Pierwsza kobieta będzie siedziała w domu ze złamaną nogą. Znowu zacznie szyć, a jak ją wyrzucą z pracy, to będzie miała już pięć zamówień – nawet się nie zmartwi. Kiedyś już szyła, a teraz od 10 lat odkłada swoja pasję, uważa, że musi na państwowej posadzie pracować, że socjal jest ważniejszy od harmonii i szczęścia z zajmowania się ulubionym zajęciem. A z szycia będzie miała więcej pieniędzy plus zadowolenie każdego dnia.” (Piotr Mordkowicz)

Na nic Aniołom nieszczęście mojej przyjaciółki. Ale może warto czasami się zatrzymać i dowiedzieć o co im chodzi. Może szykują dla nas jakiś dar? Może pragną naszej refleksji. Bo kiedy przeminie żal i pretensje do życia przyjdzie coś niespodziewanego. Coś za co być może będziemy dziękować do końca życia. Mimo poniesionych ran, traum skierujemy się na nowe tory na które wspomniane Anioły z trudem nas nakierowały.

Anioły są wśród nas. Popychają na schodach ale pomagają w tym upadku. Ratują nas przed sytuacjami, w które się pchamy albo tkwimy i nie potrafimy z nich wyjść.

Owszem, te metody są bolesne ale czasami jedyne. Może te przysłowiowe schody to chęć wpłynięcia na moją przyjaciółkę, która próbuje zaplanować każdą minutę swojego życia? Bo być może czasami trzeba zwolnić, odpuścić. Nie da się przewidzieć przyszłości, rozplanować życia swojego i dzieci do każdej sekundy. Nie wszystko zależy od nas. Trzeba być przygotowanym na to, że z naszej życiowej układanki puzzle czasami nie chcą się ułożyć wedle naszego mniemania.

Przyjaciółka zaczęła dostosowywać się do życia, a nie ono do niej. A że to twarda sztuka to wiem, że się nie podda. Bo ponoć Bóg nie wrzuci Ci na barki więcej niż potrafisz dźwignąć.